30 Sty

Matka Polka głodząca

IMG_5428

Karmienie dziecka to niekończąca się dyskusja i punkt zapalny na wielu forach, blogach czy nawet artykułach w poczytnych magazynach. Gdy w sierpniu zeszłego roku dołączyłam do grona blogerów (ale to była dobra decyzja!), chciałam oczywiście wypowiedzieć się na ten temat. Bo przecież mam swoje zdanie, jak każdy. Pomyślałam jednak, że to będzie za łatwe, napisać o tym, co rozgrzewa do czerwoności serwery i skłóca ze sobą matki. Poza tym – na dobrą sprawę nie rozumiem w ogóle tej akcji pt. „jestem lepszą mamą, bo karmię” albo „dziecko na butelce jest niekochane”. Wszystko to bujda.

Ostatnio Hafija na Facebooku prosiła mamy, żeby pisały gdzie karmiły swoje dziecko piersią. To był jeden z impulsów, aby jednak wypowiedzieć się na ten temat. Drugi to zeszłotygodniowy wpis Magdy (motheratorka.pl) na jej blogu i dyskusja, jaka się wokół niego wywiązała. Pomyślałam, że może wciąż są dziewczyny, kobiety, dla których jest to interesujące, a może nawet inspirujące. Dlatego ten wpis, osobisty, ale łatwy do uogólnienia. I z dystansem.

Myślę, że mój tekst wyróżnia to, że znam obie strony barykady, znam bardzo, bardzo dobrze. Mam dwoje dzieci, z czego mleczna droga Leona to moja podróż przez mękę i szybki finisz na mleku modyfikowanym. Milę zaś, dziś 17-sto miesięczną, dalej karmię piersią, chociaż samej trudno jest mi w to uwierzyć.

Oto moja historia:

Narodziny Leona zmieniły moje życie bezpowrotnie. Wszystko było nowe, niczym odkrywanie nieznanej krainy. Nie miałam zbyt wielu kontaktów z małymi dziećmi przed zajściem w ciążę, doświadczeń w sumie żadnych (do tego stopnia, że musiałam w Wikipedii sprawdzić słowo LAKTACJA – serio, serio). Moja Mama nie karmiła ani mnie, ani mojego brata piersią, więc naprawdę – był to ląd nieznany. Będąc w ciąży niewiele zastanawiałam się nad karmieniem, wydawało mi się naturalne, że skoro jakoś sobie inne dziewczyny radzą i karmią, to i ja sobie poradzę. Że naturalne przyjdzie naturalnie. Aha.

No nie przyszło. Owszem, mimo cesarki, mleko pojawiło się w ilościach ogromnych. Leon zamiast ssać, wolał spać. Przychodziły położne, pielęgniarki, koleżanki. Próbowały, pokazywały poduszki, nakładki, różne pozycje. Dawały lepsze i gorsze rady, ale… Leon po prostu zasypiał. Nie potrafił odpowiednio zassać mojej piersi, a ja nie miałam pojęcia CO i JAK mogłabym zrobić, żeby mu pokazać. Dałam sobie wtłoczyć do głowy, że pokarm naturalny jest kluczowy, że skoro nie da się prosto z piersi, musi wkroczyć laktator. I wkroczył w moje życie – laktoterror, któremu – przyznaję się bez bicia – uległam (dobrze, że tylko na chwilę…).

Pierwsze sześć tygodni życia Leona pamiętam jak jedno wielkie, przepraszam za dosłowność, dojenie. Głośny laktator i pikanie alarmu w telefonie, równo co trzy godziny. Kiedy zostawałam z Leonem sama, właściwie albo ściągałam mleko, albo karmiłam go przelanym do butelki, albo wyparzałam laktator, butelki i inne sprzęty. Później godzina przerwy i cykl rozpoczynał się od początku. Ponieważ wszyscy wokół mówili jak to trudno zachować laktację tylko poprzez korzystanie z laktatora, byłam jak szwajcarski zegarek – w dzień, w nocy równo co trzy godziny. Było to głośne, nieprzyjemne, ja byłam zmęczona. Miałam dwa razy zapalenie piersi, znam zapach kapusty, ciepłych pryszniców, latanie w tę i nazad do wanny, żeby rozgrzać piersi i jak najszybciej ściągnąć, bo wtedy większy wypływ i inne sensacje. Mleko ciekło, używałam wkładek, ciekło dalej. Źle się czułam, jako kobieta, jako matka, jako ja. To, że zmieniło się moje ciało, to tylko jeden z powodów. Czułam ból, zamiast godzinami przyglądać się mojemu dziecku, gapiłam się bezmyślnie w spadające krople. Albo w telefon, bo jak inaczej nie zasnąć w środku nocy?

Jakby tego było mało, Leon miał problemy z brzuszkiem, więc kropelki, noszenie, wizyty u lekarza. Gdy poszłam, aby go zaszczepić po 6ciu tygodniach (tak, jestem z tych wyrodnych matek, które szczepią, nie wstyd mi), okazało się, że ma dalej żółtaczkę. Od lekarki usłyszałam, że na jego problemy z brzuchem, najlepsza będzie moja dieta – ryż, kurczak i marchew. A na żółtaczkę – gotowanie mojego ściągniętego mleka w rondelku, po czym chłodzenie go, przelewanie do butelek i dopiero karmienie dziecka. W tym momencie z godziny „wolnego” między karmieniami zrobiłby się kwadrans, a mnie wydawało się, że to całe karmienie jest za karę.

Byłam załamana. Podjęłam decyzję o podaniu mleka modyfikowanego, jedyną dobrą, którą mogłam wtedy podjąć. Większość problemów zniknęła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Miałam więcej czasu, lepiej spałam, a karmienie butelkowe pokochałam całym sercem. Wiele razy mówiłam z wdzięcznością, że ozłociłabym tego, kto wynalazł mieszankę. Kiedy ktoś mi wspominał, że karmienie piersią jest wygodniejsze, nie wiedziałam o co mu chodzi. Dzisiejszy wybór gadżetów – od podgrzewaczy, poprzez pojemniczki na odmierzone porcje mleka po specjalne termoopakowania – gwarantuje mamie karmiącej butelką mobilność i swobodę. Mam same dobre wspomnienia z tego butelkowego okresu.

Dlatego gdy byłam w ciąży z Milą, miałam w sobie dużo spokoju. Zakładałam, że historia może się powtórzyć, że będę karmić ją wyłącznie butelką i nie jawiło mi się to jak katastrofa (ani nawet jak coś negatywnego). Wiedziałam już, że nie ma złej opcji, gorszego wyboru.

Chciałam jednak spróbować, wyczyściłam głowę z uprzedzeń i potraktowałam nowego człowieka jak nowy rozdział. Nie było łatwo, nie wydarzyło się magiczne BUM, które wszystko zmieniło. Ale próbowałam, bo Mila CHCIAŁA jeść z piersi. Na początku bolało, czasem trochę, czasem bardzo. Nie wiedziałam czy ona pije to mleko, czy może tylko mnie szczypie. Była maleńka, więc pojawiły się cykliczne ważenia i obawy czy nie traci na wadze. Miałam mnóstwo wątpliwości, tyciunie umiejętności i skłamałabym mówiąc, że było łatwo. Nie było. Ale trudności okazały się przejściowe, z każdym dniem i tygodniem robiło się prościej, a ja nabierałam wiary we własne siły. Gdy ogarniał mnie strach czy dobrze robię albo czy nie ma racji lekarka, czy ktoś tam krytykujący – wiedziałam do kogo zapukać po wsparcie i pomoc.

Myślę, że to bardzo odpowiednie miejsce i chwila, żeby podziękować Pameli Kucińskiej, która poprzez kilka wiadomości, wsparła mnie w karmieniu i dodała skrzydeł. Nasza droga mleczna głównie dzięki niej jest tak długa i piękna.

Gdzie karmiłam? To pytanie w ogóle dla mnie trąci absurdem. Karmiłam tam, gdzie moje dziecko było akurat głodne, tym charakteryzuje się karmienie na żądanie (bo nie wyobrażam sobie wyłączyć się z życia społecznego czy w zasadzie jakiegokolwiek życia na np. dwa lata karmienia piersią).

Karmiłam na ulicy, w kolejce do kasy, w jacuzzi i na basenie. Karmiłam jak weszłyśmy razem na szczyt góry w Bieszczadach, w muzeum, w hamaku, u znajomych, w baseniku pełnym kulek czy w sali zabaw. Karmiłam w samolocie, w samochodzie, w wannie, w autobusie, przy ognisku, w metrze, na łodzi. Karmiłam w lesie, w parku, w centrum handlowym, w kawiarni. W naszym łóżku, na kanapie, na dywanie. Na sankach, na lodowisku, na konferencji, na spotkaniu autorskim, pod namiotem. Na plaży, w górskim schronisku, w gabinecie lekarskim i w taksówce. Wszędzie tam, gdzie Mila była akurat głodna. Tak samo, jak karmiłam wszędzie butelką Leona. . To naturalne jak powietrze i nie mogę sobie wyobrazić, że można postrzegać to inaczej.

Jeśli chcecie karmić, a czegoś nie wiecie, macie pytania – szukajcie odpowiedzi. Tylko szukajcie w mądrych źródłach, u wiarygodnych ludzi (fora internetowe najczęściej do nich nie należą). Jeśli potrzebujecie wsparcie – możecie do mnie napisać. Oczywiście, że nie znam się na tyle, aby Wam pomóc. Jednak powiem Wam, gdzie szukać odpowiedzi na pytania, których czasem pojawia się niemało.

I jeszcze, na koniec, mity związane z karmieniem:

Uwiązanie?

Wolność masz w sobie, nie w mleku. Jeśli karmienie piersią uważasz (słusznie!) za naturalne i całkowicie normalne, możesz karmić wszędzie, o każdej porze. Sporo o tym mówi się w mediach, ludzie są coraz bardziej otwarci. Nigdy nie spotkała mnie przykra sytuacja z powodu publicznego karmienia piersią. A robiłam TO… naprawdę wszędzie.

„Kamień w skarpecie”

Krążą pogłoski, że karmienie naturalne rujnuje piersi. Są prawdziwe. Podobnie jak to, że piersi rujnuje ciąża, a nawet czas. Choćbyś karmiła tydzień, to mleko się pojawi, zapewne nie unikniesz nawału, czyli radości wszystkich matek ;), co nieodwracalnie zmieni Twój biust. Tak jest i już. Po Leonie moje piersi wyglądały… ekhem… no nie tak samo jak przed. Mimo że to było tylko 6 tygodni!

Więź z dzieckiem

Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jest to kolejny dziwny wymysł tych, którzy faworyzują jedną ze stron. Mam cudowną relację z moim butelkowym synem, absolutnie nic żadne z nas nie straciło na przejściu na butelkę. Taki był nasz – mój i jego wybór. I dobrze, najlepiej nam z tym było. Córeczkę uwielbiam karmić i wiem, że też w ten sposób budujemy łączącą nas więź. Jednak nie jest to coś, czego nie można zastąpić dotykiem, patrzeniem w oczy i tuleniem podczas podawania butelki. Najważniejsza jest miłość do dziecka i podejście do niego, a, moim zdaniem, sposób podawania pokarmu niewiele ma wspólnego z rodzajem stworzonej relacji.

Odporność

Nie widzę różnic w odporności na infekcje moich dzieci. Leon choruje naprawdę rzadko, mimo że od dwóch lat chodzi do przedszkola. Faktem jest, że przez pierwsze dwa lata życia miał problemy z brzuszkiem. Nie wiem czy gdyby był karmiony piersią, byłoby inaczej, ale dopuszczam taką możliwość. Mila jest zdrowsza niż ryba, raz była przeziębiona… Mimo kontaktu z przedszkolakiem. I wizyt w przedszkolu i prowadzenia bardzo aktywnego trybu życia w mieście, gdzie kontakt ma ze wszystkim.

Denerwuje mnie jak ktoś mówi, że każda może karmić. Że wszystko jest w głowie. Bo poza brakiem wiedzy czy umiejętności, jest szereg innych uwarunkowań, na które wpływ mamy większy lub mniejszy. Obstawiam, że dziś – z doświadczeniem jakie mam (choć absolutnie nie jest ono jakieś rozległe, jednak – umówmy się, większe niż wtedy), z drogą, jaką przeszłam, udałoby mi się karmić Leona piersią. Ale wiem też, że wówczas podjęłam najlepszą możliwą decyzję. Moją decyzję, dotyczącą konkretnego dziecka, konkretnej matki i konkretnej chwili w życiu.

Życzę nam, matkom Polkom, wolności i odwagi wyboru. Tylko i aż tyle.

 

IMG_5447

42
Dodaj komentarz

avatar
29 Comment threads
13 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
30 Comment authors
KarolinaAsiaMamaJustynaMarta Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Edyta
Gość
Edyta

Boże, jak ja Ci dziękuję za ten wpis. Z moim pierwszym dzieckiem karmienie wyglądało dokładnie tak jak i Ciebie i myślałam że jestem najgorsza na świecie. Drugie jeszcze przede mną i też staram się nienastawiać negatywnie. Co będzie to będzie. W razie czego nie omieszkam się odezwać ?

Basia
Gość
Basia

Miałam podobnie z moją pierwszą a potem drugą córką.. Karmienie pierwszej: ból, alergie, zero snu, katorżnicze diety, walka z laktatorem, walka o utrzymanie laktacji, walka o każdą odrobinę snu w ciągu doby, jakaś absurdalna walka o resztki godności z przyczepioną „dojarką”.. to było okropne.. Karmienie drugiej to mimo bólu, mimo diet i równie silnych reakcji alergicznych córki, było już zupełnie inną bajką.. teraz już wiedziałam że w razie czego dam butelkę, że nie muszę być super-mamą-od cyca.. pozdrawiam serdecznie!

Monika
Gość
Monika

Tadaaam, u nas podobna sytuacja jak z Twoim pierwszym dzieckiem – piers byla idealna do spania, nie do jedzenia… nie pozostawalo nic innego jak wlaczyc laktator. I tak juz pol roku… wlaczam go i wylaczam co ok 3-4 h. Mam dosc, mam chwile zwatpienia, ale jak widze jak Jasiek sie ladnie i zdrowo rozwija to jakos tak to ciagne… jest ciezko, czasami bardzo ciezko i mysle, ze juz dlugo nie dam rady (tym bardziej po takich wpisach jak Twoj:D). Powodzenia Wam! 🙂

Aga
Gość
Aga

Oddalabym wszystko żeby móc karmić, żeby nie mieć poczucia złej matki, bo co to za matka co ” kawol baby, a nie ma mleka” tyle razy to słyszałam, tyle łez i nocy nieprzespanych…nie miałam pokarmu ja go nie miałam i jak mówią mamy ze to niemożliwe by pokarmu nie mieć, że każda karmić może jeśli chce…chciałam, próbowałam i nie było cały czas nie było…dwójka dzieci o ani jednego nie byłam w stanie wykarmic, teraz jestem w ciąży i szukam rad, pomocy co robić, co mogę zrobić już dziś by chociaż przez pewien czas moc karmić moje dziecko..

Karolina
Gość
Karolina

Nie przejmuj się przede wszystkim wyluzuj Ty jako matka miej gdzieś tych wszystkich co tak gadają człowiek inteligentny nie komentuje a z glupkami się nie dyskutuje bo i tak nie zrozumieją przede wszystkim nie jesteś zła matka nic się nie stanie jak trzecie wychowasz na butli ?

ania
Gość
ania

Witam, czy możemy na mailu porozmawiać?
Pozdrawiam,
Ania

super dzieciaczki
Gość
super dzieciaczki

MOje dzieci nie lubiły butelki, więc nie miałam wielkiego wyboru 🙂 ale ja nie oceniam nikogo. Każdy podejmuje decyzję sam i robi to co uważa za najlepsze dla swojego dziecka.

Mama-na-obcasach
Gość
Mama-na-obcasach

Ja na szczęście karmienie córki znoszę dobrze, oczywiście nie biorąc pod uwagę małej ilości snu 😉 ale co tam…. Od początku nie miałam problemu z nawałem, nie musiałam używać laktatora, nie miałam też zastojów pokarmu 🙂 Pozdrawiam

lucy es
Gość
lucy es

Mam podobną historię. Starsza córka prawie w ogóle nie chciała jeść z piersi i 3 miesiące walki z laktatorem i z nią były koszmarne. Młodsza je do tej pory.

Magda
Gość
Magda

A u mnie z kolei było odwrotnie. Syna karmiłam 8m-cy, trochę dokarmiałam mm, trochę ściągałam laktatorem, ale z piersi mimo wszystko jadł ładnie, około 8m-ca sam się odstawił. Dwa lata później urodziłam córkę, naczytałam się dodatkowo o magii karmienia piersią, nawet „związałam” się z grupą wsparcia karmienia piersią i co? i nic! mleka mało (przy pierwszym synu też było początkowo niewiele, pojawiło się dopiero w piątej dobie po porodzie naturalnym). Tak jak i syna, córkę w międzyczasie musiałam dokarmić mieszanką, żeby w ogóle wypuścili nas ze szpitala. Po powrocie do domu z pełnym spokojem podeszłam do sprawy, dziecko przystawiałam, mleka… Czytaj więcej »

Domi
Gość
Domi

Miałam podobne perypetie z Synkiem – z powodu żółtaczki zamiast jeść, Synek tylko spał i spał. Błędne koło – żółtaczka się nasilała z powodu „niedoźywienia”. Billirubinę trzeba z ciałka wydalić a jak wydalić skoro Bàbel nie chce jeść? A nie chce jeść, bo nie ma siły i jest ospały. W koło Macieju! Trafilismy jednak do fantastycznej pani pediatry, która wszystko nam wyjaśniła, kazała wypożyczyć laktator i przez 3 dni „paść” Synka odciągniètym mlekiem w regularnych dawkach. Żadnego podgrzewania mleka bo to nic innego jak zabija wszystkie własciwosci mleka (w ogóle jakiś skandal że ktoś w tych czasach daje takie porady)… Czytaj więcej »

Lidka
Gość
Lidka

Takiego tekstu mi było trzeba. Ja też uległam terrorowi, moja córka nie chciała ssać piersi więc 3 miesiące odciągałam jej pokarm… Do tego kolki kolejne 3 miesiące. Zaczęła przesypiać noce mając 2,5 roku. Byłam zmęczona do tego stopnia, że ani myślę o kolejnym dziecku 😉 Mąż nalega i od razu mi się ten terror przypomina he he. Cudownie, że za drugim razem Ci się udało. Ja przy pierwszym dziecku chciałam dać córce co najlepsze i dlatego tak męczyłam się z tym laktatorem. Teraz na samą myśl o cieknącym cycku mnie dreszcze przechodzą 🙂

Iza
Gość
Iza

Ja juz dawno po przygodzie z kp. I musze przyznac, ze moje piersi i dzieci jakby do tego stworzone. Syn mimo, ze wczesniak ssal jak szalony. Ale nie znosilam tego terroru kp. Mimo, ze nie mialam z tym najmniejszych problemow i lubilam kp to wkurzalo mnie niemilosiernie to natchnione gadanie o przewagach kp nad mm. I musze przyznac, ze to najlepszy wpis blogowy jaki czytalam na ten temat. Sadze, ze podnioslas nim na duchu sporo kobiet. A jak wiemy, zaraz po porodzie tego chyba nam najbardziej potrzeba-wsparcia i akceptacji. Takze fajnie, ze takie zdrowe podejscie przekazujesz swiatu:) Pozdrawiam! Iza

Jola
Gość
Jola

Masz absolutną rację, trzeba zniszczyć ten podział na lepsze i gorsze matki. Ja posiadam w domu ten cudowny egzemplarz małego człowieka, któremu było obojętne. Corka urodziła się miesiąc za wcześnie, była malutka i na początku w ogóle nie wiedziała co zrobić z piersią. Najgorzej, że już w szpitalu usłyszałam, że „trzeba przystawiać i nosić to się uspokoi” zamiast dać mi butelkę z mieszanką. Próbowałam więc i nic z tego nie wychodziło. Do tego wielkim zwolennikiem karmienia piersią była moja teściowa, u której jeszcze wtedy mieszkałam. I też miałam w głowie, że jak podam mm to będę złą matką. Córka nauczyła… Czytaj więcej »

zwyklamatka.wordpress.com
Gość
zwyklamatka.wordpress.com

Pierwsza ciąża zakończyła się niestety cesarką, i wtedy postanowiłam sobie że jak syn wyciągnięty to Chcę karmić piersią. Udało się choć na początku krew się lała z sutków bo były nie wyrobione. Karmiłam 10 miesięcy. Druga ciąża zakończyła się tragicznie moje dzieciątko zmarło w 38 tygoniu. Też była cesarka i co na 3 dobę Nawał pokarmu a dziecka nie ma. Musiałam brać leki na zaniknięcie pokarmu. Rok temu 3 ciąża, urodził się synuś :). Bałam się cholernie że nie będę mogła karmić piersią, że może te leki na zanik laktacji będą miały wpływ. Udało się było ciężko bo syn był… Czytaj więcej »

Zuza
Gość
Zuza

Super tekst! ja co prawda jestem jeszcze przed, ale już mam wkładane do głowy, że każda kobieta może karmić i że wymysłem niektórych jest to, że nie mogą. Kompletnie tego nie rozumiem, jak można kogoś oceniać jaka jest matką po tym, czy karmi swoje dziecko piersią czy butelką. Każde dziecko jest inne, każda mama jest inna. Trochę przeraża mnie terror bycia „supermamą”.

M
Gość
M

Jakbym czytała swoją historię, tylko bez żółtaczki. Młoda nie chciała ssać i już. Tylko jedna położna potrafiła ją przystawić tak, że zasysała nikomu innemu się nie udało. Już w szpitalu poszedł w ruch laktator. My po 3 miesiącach różnymi wspomagaczami karmienia m.in Medelą i walką o każdy wypity mililitr przeszliśmy na mm i łyżeczkę, bo córka butelki nie chciała, wypluwała i już. Młodszą karmię piersią już piąty miesiąc. Pomimo cesarki od razu załapała o co chodzi i jest super. Co ciekawe wcale nie miałam nawału, a mleka przybywało stopniowo. Obie kocham nad życie i nie sądzę żeby więź między nami… Czytaj więcej »

Magdalena
Gość
Magdalena

Pisanie bloga często polega na pisaniu swoich subiektywnych opinii. Proszę jednak wziąć pod uwagę, że są to tylko i wyłącznie rozważania jednej kobiety. Nie jestem laktoterrortstka, jestem lekarzem i lubię jak na tematy z pogranicza zdrowia są poparte dowodami naukowymi. Istnieje potwierdzony związek zarówno między wygladem/konsystencja/wielkością piersi, a byciem w ciąży. Istnieje istotny/udowodniony/pewny związek między karmieniem, a występowaniem infekcji, alergii i wielu wielu innych chorób…dokładne dane i statystyka wystarczy trochę poszukać. I badania są robione na tysiącach dzieci…dwójka pani dzieci to jeszcze nie jest statystyka. Również istnieją badania, które wykazały związek karmienia piersią z problemami psychicznymi/społecznymi. Te badania nie świadczą… Czytaj więcej »

Weronika
Gość
Weronika

W moim przypadku karmienie piersią nie było mi pisane… Córkę próbowałam karmić przez 4 tygodnie… Jak odstawialam ją od piersi – krzyczała, płakała, przeżyła się… po 3 tygodniach wiecznego leżenia i siedzenia z dzieckiem przy piersi ( miałam nawet problem z wyjściem do toalety i łazienki bo był wrzask) zaczęłam mieć problemy z ciśnieniem, krwotoki z nosa, wszystko z powodu przemeczenie i braku ruchu… moja kochana położna po jednym z moich telefonów, kiedy to przez łzy i w szlochu mówiłam, że nie wiem co mam zrobić żeby mała się wreszcie najadla, zaleciła podanie mm… i to była najlepsza decyzja!!! Przy… Czytaj więcej »

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Ja mam dwójkę dzieci i żadnego nie udało mi się karmic. Próbowałam ale nie miałam pokarmu. Czuję się z tym źle, okropnie, niewartościowo, jak ta gorsza. Nawet teraz a drugi syn ma już prawie 10 miesięcy robiąc mieszankę w butelce ocieram łzy… Gdy widzę kobiety karmiące piersią strasznie im zazdroszcze. Nie miałam wsparcia w nikim nasluchalam się że moje piersi to chyba tylko dekoracja, że znowu mi się nie udało, że mało się staram, że nie umiem, że jestem leniem i to z wygody podaję butelkę, że wszystko robiłam zle- źle jadlam, mało piłam, źle przystawialam. To strasznie boli. Nikt… Czytaj więcej »

Gosia
Gość
Gosia

Droga Kaju, Swoimi słowami opowiedziałaś moją historię – syn leniuszek, wieczny śpioch, walka już w szpitalu żeby się przystawił do piersi… a miało być tak pięknie i bezproblemowo. Ja nawet nie brałam pod uwagę innej opcji jak kp. Zaczęły się problemy z przybieraniem na wadze, a jako „matka idealna” odpaliłam laktator i przeszłam na karmienie inaczej. Po 2.5 mca walki gdzie na widok laktatora chciało mi się płakać w głos.. kupiłam butelkę wina i rzuciłam to wszystko w cholerę:D i dopiero wtedy poczułam radość z macierzyństwa, bez hurgotu laktatora i wszechobecnego stresu -ściągnąc-umyć-wyparzyć-przelać-wystarczy czy nie-zdążę ściągnąć-a może podgrzać… Córka to… Czytaj więcej »

Agata
Gość
Agata

To chyba najrozsadniejszy z głosów na ten temat jaki czytałam. Zgadzam się, że wcale nie każdy może karmić naturalnie i uważam, że mamy które muszą karmić butelką trzeba wspierać bo jest im trudniej. Ja po 5 tygodniach meczarni, bólu i płaczu wreszcie mogłam powiedzieć, że karmienie piersią mi wychodzi. Karmię czasem w miejscach publicznych i niestety ciągle się boję że ktoś zwróci mi uwagę, bo wiem że wtedy rozpeta się kłótnia. Denerwuje mnie też krytykowanie karmiących butelką. Każda mama robi przecież wszystko co może dla swojego dziecka.

Gosia
Gość
Gosia

Cześć dopiero dziś trafiłam na Twojego bloga i na ten wpis i powiem szczerze że właśnie jestem na etapie jak to nazwalas „dojenia” czyli sytuacji jakie miałaś przy pierwszym dziecku- ja mam właśnie dziś. Mój synek ma dziś 3 miesiące a ja po nieprzespanych nocach nie wiem jak się nazywam.. Dziękuję Ci za ten wpis przynajmniej wiem że nie jestem sama. Teraz też uważam że to karmienie jest za karę.. Mam nadzieję że przy drugim dziecku będzie lepiej ? pozdrawiam ?

Daria
Gość
Daria

Mam nadzieje ze mi przy drugim dziecku uda sie karmić piersią gdyz tak jak ty po prostu poddalam sie przy pierwszymm Ona nie chciala zlapac cycka, plakala wiec byl laktator i zero wolnego czasu bo albo kamienie albo uspokajanie albo dojenie. Wssystko trwalo okolo 6 tygodni i przeszliśmy na modyfikowani. Troche zaluje bo wiem ze pewnie sie dali ale zabrakło sily i determinacji

Luna1310
Gość
Luna1310

A ja przeszłam obie drogi podobnie jak ty tylko na odwrót. Córkę w tej chwili 7 lat, karmiłam sprawnie do roku. U nas było to praktycznie naturalne, nie było żadnych problemów. Mała jadła, ja nawet za bardzo nie trzymałam diety. A zakończenie odbyło się w sposób naturalny.Mimo, że nie miałam żadnego doświadczenia, ani wsparcia ze strony kogo kolwiek poszło nam świetni. Jak więc byłam w drugiej ciąży zakładałam, że będzie tak samo.Syn faktycznie jadł, ja mleka miałam początkowo sporo, ale od drugiej doby rozpoczęło się ulewanie i to w makabrycznych ilościach. Mały po nocach nie spał my spaliśmy po 2… Czytaj więcej »

Marta
Gość
Marta

Dziękuje Ci za ten wpis. Ja po dwóch miesiącach przegrałam walkę o kp i teraz karmię butelką. Moja historia wyglądała podobnie jak Twoja z Leonem. A potem bilam się z myślami, martwiłam się o tę mityczną więź, o odporność…teraz już emocje opadły i cieszę się macierzyństwem z butelką i wiem że jest jeszcze wiele płaszczyzn, gdzie będę mogla wykazać się jako mama 🙂 pozdrawiam!!!!

Justyna
Gość
Justyna

Mam trójkę dzieci. Dla najstarszego syna ściągałam pokarm przez 6 m-cy. Motywacją było dla mnie to, że jest wcześniakiem i wszyscy w szpitalu powtarzali, że moje mleko jest dla niego najlepsze. Piersi, gdy już mogłam mu podać, oczywiście nie chciał ssać, bo z butli było mu łatwiej. Przez pierwsze dwa miesiące starałam się regularnie co 3 godziny, później odpuściłam sobie jedno ściąganie nocne. Córkę w szpitalu dokarmiałam mm, bo miałam za mało pokarmu i nie przybierała na wadze, więc było to konieczne. Ale po wyjściu ze szpitala „produkcja” ruszyła i karmiłam ją piersią do 10 m-ca. Najmłodszego syna, pomimo jakiegoś… Czytaj więcej »

Mama
Gość
Mama

Urodziłam tydzień temu córkę, mimo prób skończyło się cc. Położne w szpitalu wręcz chciały zabić moja laktacje a pediatra zrobiła że mnie wyrodna matkę. Zaraz po cc dzieciątko dostało butle że smokiem z którego wręcz się lało bez żadnego wysiłku. Potem jak po 2 godzinach dostałam Małą na pierś, okazało się że nie chce chwytać brodawki, ale położna stwierdzila: niech szuka, lize, to jej wystarczy. Ja zmęczona i niedoswiadczona bo to pierwsze dziecko, głupia posłuchalam. Na noc dziecko zabrali i znowu była butla. Mimo wielu prób, łącznie było u mnie 5 położnych próbujących bezskutecznie przystawic do piersi nie udało się… Czytaj więcej »

Asia
Gość
Asia

Witam super wpis. Sama jestem mamą dwóch urwisow. Olga (obecnie 5 lat) właściwie od początku była na mleku modyfikowany – kiedy ja miałam pokarm ona była w inkubatorze a później pokarm zniknął. Bartka (4 miesiące) karmią piersią przez jakieś 3 miesiace,a potem zaczął odmawiać ssania piersi i spadał na wadze. Zaczęło się dokarmianie mm, porady doradcy laktacyjnego, laktator, sns medalami itp. Nic nie dało i Bartek nadal odmawia piersi. Ja jestem zdania że nie ważne jak karmi się malucha ważne żeby się najdal – niestety moje otoczenie (szczególnie mąż) uważa że się poddalam i poszłam na łatwiznę… Strasznie mnie to… Czytaj więcej »

Karolina
Gość
Karolina

Mojego pierwszego synka k armilam dwa lata to było dziecko które do 14 miesiąca nic prócz piersi nie chciało ruszyć on po prostu ciągle na niej wisial dziś ma 2,5 roku waży 20 kg i 110 cm a ile się nasłuchałam ze pierś to jest najlepsza ze to ze tamto do roku karmienie było cudowne potem zaczęło mnie to powoli irytować bo ile można ale jakoś powoli mi to przeszło za to drugi synek też jest na piersi ale je 5-7 min i uwielbia próbować nowych rzeczy dziś ma 8 miesięcy i dalej go karmię piersią i wiecie co nigdy… Czytaj więcej »