26 Paź

Małe eksperymenty ze szczęściem – Sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 83 i 1/4

Chciałam dziś wspomnieć o książce, którą właśnie skończyłam, z wielką przyjemnością, czytać:

małe eksperymenty ze szczęściem

Zupełnie nie dla dzieci, bo dla nas. I zupełnie nie o dzieciach, bo o Hendriku.

Hendrik ma lat 83 i 1/4 i walczy. Walczy z samotnością, ze swoim ciałem, z otaczającą go w domu opieki beznadzieją. Jego orężem jest dziennik, który postanowił pisać, by uniknąć depresji i wyrzucić z siebie frustrację, która w nim narasta. W krótkich, szczerych i niezwykle zabawnych wpisach do dziennika opisuje swoje życie w holenderskim domu opieki. Razem z towarzyszami starczej niedoli zakłada anarchistyczny Klub Jeszcze Żywych Staruszków. Z wielką pieczołowitością kolekcjonuje dobre chwile, nawet tak prozaiczne jak spacer w parku. A gdy w jego życiu zjawia się Eefje, idealna druga połówka, nawet nie ukrywa, że jego serce zaczyna szybciej bić.

Dziennik Hendrika to perełka. Ważny głos, którego we współczesnym świecie brakuje, głos osoby starszej. Ciężko go usłyszeć w codziennym życiu, za szybko wszyscy gonimy, za głośno krzyczymy, za mało słuchamy. Osoby w podeszłym wieku usuwane są na margines społeczeństwa, nie mieszczą się w kadrze z iphonem, botoksem i sushi. Sorry.

Zawsze pełne humoru i dystansu do siebie, chwilami rozczulające, opowieści Hendrika pokazują, że oni to my, tylko później. Że ludzie osiemdziesięcioletni są do nas bardzo podobni, może nawet tacy sami? Jedynie lekko wykrzywieni w zwierciadle czasu. To, co ich różni – statystycznie zostało im mniej życia. Jednocześnie autor i słowem, i czynem mówi nam, że nie jest ważna ilość, tylko jakość. I że miłość, która przychodzi późno, nie ma szczęśliwego zakończenia i trwa o kilka łez za krótko, mimo wszystko może być piękna, spełniona i wartościowa. Taka, dla której warto żyć.

Dla mnie to lekko napisana opowieść o wcale nielekkich sprawach. Snop światła puszczony w stronę, w którą zwykle nie patrzymy. Ba, często odwracamy głowę.

Jesień to czas zadumy, także nad przemijaniem. Jakoś pasuje mi ten dziennik do tego okresu w roku. Jeśli macie ochotę zaszyć się z kubkiem pachnącej herbaty pod ulubionym kocem i pogrążyć się w lekturze – rozważcie spotkanie z Hendrikiem. Zakładam, że opowie Wam całkiem interesujące historie…

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o