18 Cze

Czerwcowy list do M.

list do dziecka

Córeczko złotowłosa, mój Cudzie wyśniony, moja Człowieczko maleńka…
Dawno nie było tu listu, ani do Ciebie, ani do Leona. Poczułam się, przyznaję, trochę onieśmielona ilością osób zaglądających do moimilowego świata. I choć prawie każdego dnia piszę, pokazuję tu różne rzeczy, często też te nasze — rodzinne, to zrobiła mi się blokada na pisanie listów.
Wygląda na to, że była czasowa, bo znów przyszła do mnie chęć, żeby skreślić kilka słów tylko do Ciebie. Ciekawa jestem, oj bardzo, gdzie i kiedy będziesz je czytała. Co wtedy pomyślisz?
Ale to będzie kiedyś-tam. Dziś jesteś moją cudną Calinką. Lucyną-Pampacyną. Bździągwą prawdziwą, jak podczas jednej z Twoich dzikich ucieczek przed siebie, nazwała Cię spotkana na ulicy starsza pani. Jesteś delikatna i piękna. Tak bardzo, że gdy czasem się na Ciebie zapatrzę, muszę szybko mrugać, bo oczy ze wzruszenia zachodzą mi łzami.
Jesteś jednym wielkim uśmiechem, zapatrzonym do granic w swojego Elo, jak nazywasz Leona. Fascynuje mnie obserwowanie, jak bacznie przyglądasz się światu. Jak naśladujesz każdy, najdrobniejszy nawet, gest. Jaka jesteś piękna, mądra i dobra. Że nie jestem obiektywna? Oczywiście, że nie jestem. Matce nie wolno być obiektywną w odniesieniu do swoich dzieci. One potrzebują niczym tlenu tego uwielbienia, podziwu i zapatrzenia. Nikt już nigdy nie zachwyci się nimi tak totalnie i bezwarunkowo. To czas pakowania emocjonalnego bagażu na resztę życia.
Staram się o tym pamiętać każdego dnia, gdy tak rozpaczliwie szukam balansu między rodziną a pracą. Pracą a rodziną.
Trzymam w dłoni Twoją drobną rączkę, bo wiem, że zanim się obejrzę — pobiegniesz przed siebie. Do przodu, byle dalej i dalej. A ja będę pewnie stać mniej więcej tu, gdzie stoję teraz i mocno ściskać kciuki.
Póki co jednak Okruszko moja — przeżywam z Tobą Twoją pierwszą świadomą wiosnę. Rozkoszuję się każdym jej tchnieniem, wszystkimi ulotnymi chwilami, z których utkane jest dobre życie. Pokazuję Ci, jak smakuje poziomka, zerwana z krzaczka raniutko, po nocnym deszczu. Razem sprawdzamy jak pachną peonie. I czy różowe tak samo jak białe. A jaki zapach ma kamień? Testujesz nowe smaki — młoda fasolka, bób, truskawki, maliny, morele. Miłość do owoców wszelkich współdzielisz z bratem. Cudny to dla mnie widok, jak siedzicie we dwoje na kanapie pochyleni nad jedną miseczką borówek. Ta wiosna to też Twoje pierwsze kalosze, w różowe paski, i próby skakania po kałużach.
Przerwałam pisanie chyba już 10. raz. Bo jestem w sypialni, śpicie z Leo tak słodko, że co chwila chcę Was głaskać, wąchać i całować. Tak, wąchać, nie przewidziało Ci się. Będziesz miała kiedyś, droga Miluto, swoje dzieci, to zrozumiesz.
Są po prostu rzeczy na tym pięknym świecie, do których trzeba dorosnąć. Jak smak kawy, piwa czy… wąchanie małych ludzi 😉
Mogę na Ciebie patrzeć godzinami. Jak się śmiejesz, jak śpisz i jak się wściekasz. Testujesz nas na każdym kroku, uświadomiłaś nas już dawno, że ostra z Ciebie zawodniczka. Jesteś ogniem, uporem i ciekawością świata, która wydaje się jakby znajoma…
Patrzenia jak rośniecie i rozwijacie się z Leonem nie mogę nazwać inaczej niż największą przygodą mojego życia.

Kocham Cię wiosennie, mój blond loku,
Twoja Mama

.

3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
ElaKaja WolnickaEdyta Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Edyta
Gość
Edyta

Piękny list…aż się łezka w oku zakrecila? to cudowne co robisz, nie zawstydzaj się tymi listsmi – są takie ciepłe i ‚czyste’

Ela
Gość
Ela

Mija rok. Kaloszki za małe, ja tulę przy piersi drugie 8kg miłości i dziękuję Ci, że mi głośno przypomniałaś, że „Nikt już nigdy nie zachwyci się nimi tak totalnie i bezwarunkowo.”