Czego szukasz?

Jak Alter Art Show zrobił nas w „Jajo”?!

Cirque du Soleil

Kto czyta bloga Moi Mili regularnie, na pewno zauważył, że w zasadzie nie pojawiają się tu negatywne opinie. Na samym początku założyłam sobie, że chcę tworzyć pozytywne, radosne, dobre miejsce. Przez 1,5 roku istnienia bloga, wielokrotnie zdarzyło mi się pojechać w miejsca, które po pod wieloma względami nie nadawały się ani do polecenia, ani do pokazania tutaj. Jednak nawet ja mam granice. I właśnie wczoraj została ona przekroczona. Wkurzyłam się, wkurzyłam się bardzo. Na tyle, że postanowiłam napisać i Was ostrzec.

Miniony weekend spędziliśmy w Krakowie. Miał to był czas rodzinnej zabawy i relaksu, wolny od pracy. A punktem kulminacyjnym programu – spektakl „Ovo” w wykonaniu Cirque du Soleil, organizowany przez wspomniany w tytule Alter Art Show. Jakoś przełknęliśmy ceny biletów, bo widzieliśmy z Tomkiem poprzedni program Cirque i była to magia w czystej postaci. Wówczas przez 2 godziny siedziałam dosłownie jak zahipnotyzowana, pełna szacunku dla prawdziwego mistrzostwa, jaki osiągnęli występujący artyści. Nakręciliśmy jeszcze kilka osób z rodziny, oczywiście dzieciaki od początku były pomysłem zachwycone. Przełknęliśmy jakoś fakt, że nie zaplanowano występów w Warszawie. Nawet fakt, że najtańsze bilety kosztowały 180 zł(!). I jeszcze to, że dla Mili (przypominam: 2,5 roku) musieliśmy kupić ulgowy bilet w niebagatelnej cenie 140 zł. A, co – będzie pięknie, mówili. Jeźdźcie do Krakowa, mówili.

To pojechaliśmy.

Wyjazd był cudowny, jednak to, co nas spotkało po wejściu do Tauron Areny, delikatnie mówiąc – rozczarowuje. Uważam za nieuczciwe oferowanie ludziom w pełnej cenie biletów, które w zasadzie są bezwartościowe. Większości spektaklu po prostu nie widzieliśmy. Tomek po pierwszej części wyszedł, żeb y odpocząć sobie w samochodzie przed drogą powrotną do domu. Rozczarowanie dzieciaków, jak i wszystkich pozostałych – level milion. Szkoda, że komuś zabrakło przyzwoitości. Że chęć zysku za wszelką cenę zagłuszyła zdroworozsądkowe myślenie i ludzką przyzwoitość.

Chciałam pokazać Wam piękne zdjęcia i opowiedzieć o cudnym doświadczeniu. Niestety, nie będzie ani jednego, ani drugiego. Przedstawienie nie jestem w stanie ocenić, bo… po prostu go nie widziałam. Siedziałam 3 piętra ponad sceną, niestety na naszych biletach nie było dopisku, aby przynieść lornetkę czy lunetę. A bez nich widoczny był w dole jakiś migający punkt. I niewiele więcej. Aha, siedzieliśmy w sektorze C12, jeśli ma to jakiekolwiek znaczenie.

Zamiast obejrzeć tytułowe „Ovo”, czyli jajo… zostaliśmy po prostu w jajo zrobieni.

Nie jestem mściwa, ani przesadnie złośliwa, lubię jednak szukać sprawiedliwości. Dlatego serdecznie życzę organizatorom, aby wybrali się w kilkugodzinną podróż do innego miasta, koniecznie z dziećmi. I aby musiały swoim rozczarowanym dzieciom wyjaśnić, dlaczego zamiast świetnej zabawy jest cyrk, ale w innym znaczeniu. Bo nic nie widać, ani w zasadzie nie do końca wiadomo o co chodzi.

Cirque du Soleil to pokaz wizualny, coś więcej niż cyrkowe przedstawienie. To trochę magia, trochę teatr, trochę koncert. Dla odbioru show absolutnie kluczowe jest to, co widzimy. Czyli w przypadku „Ovo” – całkiem niewiele.

Ja rozumiem, że kapitalizm. Że liczą się złotówki i dolary. Nie będę wypominać zbójeckich cen napojów i przekąsek, bo przyzwyczaiłam się do nich podczas innych imprez masowych. Trochę, ciutkę, przyczepię się do ceny parkingu. Skoro najtańszy bilet kosztuje 180 zł, to czy na pewno 30 zł/auto to stosowna, uczciwa cena? Wątpię.

Po co to piszę? Po części na pewno, żeby wyrzucić z siebie wściekłość i żal, jaki czuję po wczorajszym spektaklu. Czuję się oszukana, nabita w butelkę. Jednak wierzę, że my – konsumenci – możemy coś zmienić tylko zabierając głos i protestując. Zatem z pełną odpowiedzialnością – jeśli planujecie zakup miejsc podobnych do naszych, szczególnie na rodzinne wyjście – odradzam Wam. Możecie z tych banknotów zrobić małe, papierowe samolociki. I puszczać je z dziećmi w niebo – zabawa będzie lepsza…

Ps. Zdjęcie tytułowe zrobiłam, aby pokazać, CO i JAK dokładnie widzieliśmy ze swoich miejsc. Aha, fotografowałam iPhone’m X, nie tosterem.

Polecane posty

Najlepsze seriale Netflix

Jak rozpoznać zaburzenia integracji sensorycznej?

Ojciec moich dzieci nie pomaga mi w domu!

Najciekawsze gry dla 2 latków – TOP 15

Park rozrywki Playmobil – Dziecięca Mapa Świata

Mogą Cię zainteresować

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Ela
Ela
2 lat temu

Szkoda. Znajomi byli no i wrócili zachwyceni, tak jak Wy za pierwszym razem. Rzeczywiście, sprzedawać bilety i to w pełnej cenie na obejrzenie błyskających reflektorów to słaba reklama.

MAŁGORZATA
MAŁGORZATA
2 lat temu

Myślałam, ze tylko ja się czepiam, ale mam takie same odczucia, totalne rozczarowanie. Siedzielismy w C9 i zastanawiałam się czy synek widzi co sie tam dzieje bo patrzył tylko na ekran i na światła. Szkoda nam było przejechanych kilometrów wiec odbiliśmy sobie wycieczka do kopalni soli.