W kraju, w którym hotelowych gości obsługują roboty, nawet zabawki nie są zwyczajne. W Singapurze zaskoczenia czekały na nas na każdym kroku. Był przeszklony prysznic na 30-stym piętrze, najtańszy na świecie obiad w gwiazdkowej restauracji Michelin albo basen z widokiem zapierającym dech w piersiach. Było wiele więcej, jednak dziś nie o tym.
Dziś chciałam napisać o zabawce, która podbiła serce najmłodszych w ekipie podróżników. Bo wiecie – jak się dziecko napatrzy na roboty jeżdżące po korytarzach, na wieżowce aż do chmur i inne takie cuda… to później fantazjuje o zabawkach przyszłości. Tak było u nas i wtedy… wtedy właśnie do akcji wkroczył Zoomer. Czy też raczej – przygalopował!
Kim jest Zoomer?
Zoomer to interaktywny jednorożec, nasz egzemplarz został przez Milę pieszczotliwie nazwany Rożkiem (Tomek głosował za ksywką „Czubek”, ale nie spotkała się z aprobatą właścicieli). Rożek ma grzywę i ogon, a wraz z nim dostaliśmy szczoteczkę. Mila bardzo lubi go czesać, co ciekawe – za każdym razem podkreśla, że trzeba to robić delikatnie. Czyżby przenosiła na niego swoje doświadczenia? :P Kucyk reaguje na czesanie, przekrzywia głowę i odpowiednio ją nadstawia.
Oprócz szczoteczki w zestawie znajdują się: jabłuszko, marchewka, kostka cukru i magiczna różdżka. Wszystkie te rzeczy ważne są o tyle, że Zoomer jest prawie prawdziwym jednorożcem. Może i prawie prawdziwym, ale za to bardzo interaktywnym! Jego róg i oczy świecą, pokazując tryb zabawy i reakcje. Rożek potrafi podążać za właścicielem, uczyć się nowych sztuczek i zajadać jabłuszko. Mi najbardziej podoba się cukrowy taniec, czyli szaleńczy pląs, w który zabawka wpada jak dostanie kostkę cukru. Bardzo mi to przypomina reakcje moich dzieci, może dlatego tak mi się podoba? :P
Zoomer ma pod kopytami kółka, dzięki którym świetnie sobie radzi na wszelkich płaskich powierzchniach (najlepiej, żeby to była podłoga, bo ze stołu próbuje się rzucić w przepaść ;)). Jako mama wielbię dwa tryby głośności – z całą pewnością wiecie jaki to komfort, kiedy można przyciszyć zabawkę. A, i jedna uwaga – w zestawie brak baterii. Ja oczywiście się zagapiłam i dzieci po wyjęciu konika z kartonowego pudełka były o krok od otchłani rozpaczy. Rodzinnemu dramatowi udało się zapobiec dzięki szybkiej interwencji tatusia, który bohatersko wydłubał paluszki z mojego elektrycznego pilnika (jedyna rzecz zasilana bateriami, którą mieliśmy ze sobą :P).
A zresztą, co ja będę Wam o Zoomerze pisać, filmik pokaże Wam to dużo lepiej:

Scratch - motylki 3w1 - łowienie/memo/domino
Scratch - rzutki magnetyczne - ogród 





















Zabawek nigdy za wiele szczególnie w tym okresie Świątecznym, a więc próbujemy “dać dach nad głową” Jednorozcowi ☺️