08 Lip

Islandia do kochania!

Islandia to wspaniały kraj dla dzieci!

Islandia – wystarczy jedna chwila i przepadłeś…

Nie wiem, jeśli chodzi o miłość nigdy nie ma jasnych odpowiedzi. Uczucia, jakie obudziły we mnie bezkresne surowe przestrzenie i natura w swojej pierwotnej, najczystszej postaci, są nie do opisania. Jeśli miałabym jednak zgadywać, to jest kilka cech tego kraju, które czynią go wyjątkowym. I które sprawią, że będziesz chciał tam wracać już zawsze.

Wielogodzinne zachody słońca. Jeśli lubicie zachody słońca na plaży, przyszykujcie się na prawdziwą magię – słońce w maju zachodzi tu przez cztery godziny. Przez ten czas na niebie obejrzeć można wszystkie kolory pomarańczu, fioletu, różu… Złota godzina, uwielbiana przez fotografów trwa tu cały wieczór. A przynajmniej jego większość.

Za proste życie i drobne przyjemności. Kubek ciepłej kawy wypity z widokiem na wodospad. Ciepłe, wełniane skarpety podczas długiej wędrówki. Spotkanie z maskonurem. Odbicie lodowca w stawie. Rozbrykane jagnięta, skaczące po łące.

Za zachwyt, który czeka za dosłownie każdym zakrętem.

Za serdecznych ludzi.

Za nieskończone piękno i surowość przyrody.

Za długie dni, które trwają niemalże bez końca i pozwalają tak wiele obejrzeć i zwiedzić.

Za zwierzęta: delfiny, wieloryby, foki, maskonury, lisy, owce i konie, które pasą się na zielonych łąkach.

Za spokój, którym Cię napełnia.

Długo zastanawiałam się czy objeżdżać całą wyspę dookoła, czy skoncentrować się na wybranym regionie. Jestem raczej typem podróżniczego niespiesznego odkrywcy, nie rajdowca. Z drugiej strony – możliwość, aby zajrzeć niemalże w każdy kąt była bardzo kusząca. Do dyspozycji mieliśmy 7 pełnych dni. Wygrała jednak moja ciekawość wszystkiego, ruszyliśmy w trasę.

Czy to była dobra decyzja?

Zdecydowanie! Dla nas się sprawdziła, ALE – jestem z dziećmi przyzwyczajona do długich podróży samochodem i uwielbiam prowadzić. Te islandzkie kilometry lecą jakoś zupełnie inaczej niż np. na autostradzie w Polsce. Po pierwsze – za każdym zakrętem czeka widok, który zapiera dech w piersiach – naturalnie trzeba się zatrzymać, nacieszyć zmysły, zrobić zdjęcie. Dzikie dzieci szaleją na łąkach, kraterach i przy wodospadach. Podczas dłuższych odcinków – łapią drzemki, uzupełniając zapasy energii albo słuchają audiobooków dla najmłodszych.

O czym warto pamiętać jeśli wyruszacie z dziećmi w trasę dookoła Islandii?

Wygodny samochód. Wiem, wiem – niektórzy podróżują pieszo i z plecakiem. To jednak nie ja, moim „szaleństwem” jest samo zabieranie młodocianej ekipy. Staram się, aby było nam wygodnie i bezpiecznie. Jeździliśmy Toyotą RAV4 i uważam, że spisała się idealnie. Nie zapuszczaliśmy się w interior, ale zarówno na głównych, jak i pobocznych, piaskowych drogach, dawała sobie radę znakomicie. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to do spalania – przy islandzkich cenach benzyny – jest to spory minus.

Zabierz ze sobą zapas jedzenia i picia – wiadomo, głód młodocianych nie wybiera. Lepiej więc być zawczasu przygotowanym na dłuższe odcinki drogi, przy których nie będzie sklepów ani restauracji. Szczególnie na wschodzie kraju trzeba czasem przejechać kilkadziesiąt kilometrów nim dotrzemy do najbliższego baru. Wtedy paczka krakersów może okazać się na wagę złota! 😉

Każda, naprawdę każda część Islandii jest wyjątkowa i zapierająca dech w piersiach. Nie tylko obowiązkowe „punkty”, które trzeba „zaliczyć”, ale również – a może właśnie głównie? – to, co pomiędzy. O każdym z regionów opowiem więcej w poświęconym mu wpisie, poniżej zapowiedź etapów podróży dookoła kraju lawy i lodu:

Złoty Krąg, czyli trzy wielkie „NAJ” Islandii

Złoty Krąg (Golden Circle) tworzą trzy przepiękne miejsca w południowo-zachodniej Islandii: Park Narodowy Þingvellir, obszar geotermalny Geysir i wodospad Gullfoss. To zdecydowanie najczęściej odwiedzany rejon wyspy, nie dość, że położony jest najbliżej międzynarodowego lotniska w Keflaviku, to jeszcze każda z tworzących go perełek jest naprawdę spektakularna.

Południ0wy zachód Islandii

Miejscem, które przychodzi mi na myśl o południowym zachodzie kraju jest Reynisfjara – czarna plaża, o którą rozbijają się śnieżnobiałe fale oceanu. Jest w tym miejscu jakiś rodzaj magnetyzmu, który sprawia, że nie chce się stąd odjeżdżać.

Południowy wschód Islandii, czyli witamy na lodowcu!

Nawet jeśli nie jesteście fanami zimy, lodowiec zrobi na Was wrażenie, jestem pewna. Jęzor lodowca, choćby jego najmniejszy skrawek, sprawia, że czujemy potęgę natury. Jednym z najbardziej magicznych widoków, jaki podziwiałam nie tylko w tym regionie, ale również w całym swoim życiu, są kry dryfujące ku morzu w zatoce Jökulsárlón. Jeśli jesteście fanami filmów z Jamesem Bondem, są spore szanse, że kojarzycie to miejsce – nagrywano tu sceny do dwóch z nich.

Wschodnia Islandia – to tam karmimy fiordy 😉

Dla mnie wschód to przede wszystkim cisza i spokój. W porównaniu z okolicami Reykjaviku, dociera tu niewielu turystów. A ci, którzy jadą dookoła wyspy, najczęściej w tym rejonie przyspieszają. Zupełnie niesłusznie!

To właśnie we wschodniej Islandii widzieliśmy stado reniferów spacerujące obok drogi, maskonury czy lisa polarnego, który spieszył się do swoich spraw. I to tutaj odnaleźliśmy najbardziej urocze miasteczko na wyspie: Stöðvarfjörður (wiem, trudno wymówić ;), ale warto próbować, bo wrażenia mamy stąd niezapomniane).

Północna Islandia – wulkany, kratery i pola lawy

Kiedy byłam pewna, że widziałam już wszystko, okazało się, że Islandia ma jeszcze wieeele do zaoferowania. Północ jest zupełnie inna od reszty kraju. Równie dzika i surowa, ale zamiast lodowców, mamy wulkany. Niezmienny pozostaje chłodny wiatr i czarny piasek. Cała reszta, to już zupełnie inna bajka. Zawsze też będę wspominać magiczny Husavik, z którego wypłynęliśmy w rejs na oglądanie wielorybów. Tu znajdują się naturalne (bardzo!) gorące źródła w okolicy Myvatn, błękitne jeziora powstałe w kraterach wulkanów i majestatyczny Goðafoss – ulubiony z moich wodospadów.

Zachodnia Islandia

Zachód to nie tylko Reykjavik czy klimatyczne Borgarnes, ale także góry, doliny i wodospady, z których każdy kolejny wydaje się bardziej zachwycający od poprzedniego. To tu, w niewielkiej miejscowości Buoakirkja znajduje się piękny, czarny kościółek – jedna z bardziej rozpoznawalnych, islandzkich budowli. Dla nas była to końcówka podróży i powolne pożegnanie z wyspą.

Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, który region Islandii podoba mi się najbardziej. Wiecie – zobaczyć tylko część tego przepięknego kraju, to jak zjeść jednego gryza pysznego tortu. Nie da się, c’nie?

TUTAJ: poczytasz więcej o fajnych podróżach z dziećmi.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o