05 Mar

Nasz raj – dom z prywatnym basenem przy pięknej plaży w Wietnamie

W Wietnam wpadliśmy trochę, nieładnie mówiąc, jak śliwka w kompot. W podróży zaplanowanej na dwa miesiące, skupiliśmy się na Tajlandii – znanej i lubianej oraz Kambodży – o której odkrywaniu marzyliśmy. Wietnam zostawiliśmy na deser, niespecjalnie przygotowując się do lekcji. Również dlatego, że Tomek kiedyś w Wietnamie mieszkał, ale o tym może innym razem ;).

Sajgon w Sajgonie

Na pierwszy ogień wybraliśmy południe. Postanowiliśmy spędzić 2 tygodnie tylko w jednym rejonie, zgodnie z regułą, że kto idzie spokojniej, więcej widzi. Wylądowaliśmy w Ho Chi Minh i w jednej chwili poczuliśmy się jakby dosłownie ktoś włożył nam głowę do pralki. To miasto jest tak zatłoczone, głośne, tak intensywne w doznaniach, że zdecydowanie nas przytłoczyło. Wydawało by się, że po azjatyckich gigantach jak Bangkok, Singapur czy Phnom Phen, przywykliśmy do specyficznego klimatu miast. Jednak Sajgon zmiażdżył nas i wypluł, już pierwszego dnia napadnięto nas na ulicy, co tylko upewniło nas, że chcemy szybko wyjechać w jakieś bardziej „nasze” miejsce. Dla mnie największym problemem w Sajgonie jest prawo dżungli na drodze. Nie spotkałam się z tym nigdzie na świecie, ale naprawdę tam pieszy, pasy czy zielone światło nie znaczą absolutnie nic. Wygrywa silniejszy, po prostu. Aby przejść przez ulicę, musisz zdecydować się ruszyć na czołowe zderzenie z dziesiątkami pędzących skuterów. Nie ma innej opcji, nikt się nie zatrzyma. Nigdy. Gdy masz na stanie dwoje małych dzieci, to taki wyścig w spalinach wśród trąbiących bez ustanku motorów jest – umówmy się – umiarkowaną przyjemnością.

Z Ho Chi Minh polecieliśmy do Nha Trang – przyjemnego kurortu, który na przestrzeni ostatnich 10 lat urósł kilkukrotnie i w niczym nie przypominał Tomka wspomnień. Było zdecydowanie lepiej, czuć było Azję i spędziliśmy w mieście kilka fajnych dni. Jednak największe hotele ustawione są w centrum miasta w jednej linii, oddzielone od plaży ulicą. I znów „Azja stajla”, czyli skutery, spaliny i samochody 24/7. Widoki z wyższych pięter w hotelu są piękne, jednak jeśli lubisz ciszę, spokój i bliskość natury, to… pomyliłeś bajki.

Piękne plaże w Wietnamie – jednak istnieją!

Ten wstęp napisałam tylko po to, aby oddać nastrój, w jakim byliśmy, kiedy przyjechaliśmy… a właściwie – przypłynęliśmy do Vinepearl Resort. To było – dosłownie – jak przenosiny do innego świata. Nasz wietnamski raj znaleźliśmy na wyspie Hon Tre, położonej tuż przy wybrzeżu Nha Trang. Te pięć minut, może nawet niecałe, płynięcia łódką wystarczą, aby przenieść się do zupełnie innego świata. Tak naprawdę – do wakacyjnego raju.

Muszę jednak z góry uprzedzić – jeśli szukasz prawdziwej Azji, z jej smakami i intensywnością, z odgłosami, zapachami i kadrami, które zostają w pamięci na zawsze – to nie tutaj. Tu można od wszystkiego uciec, zanurzyć się na dzień czy tydzień w słodkim nic nie robieniu. W idealnej scenerii, w przepięknych warunkach. Jeśli tego szukasz, to czytaj dalej – bo nie wyobrażam sobie, żeby ktoś wyjechał stąd niezadowolony.

Vinpearl Resort Nha Trang

Sam hotel jest duży, tak naprawdę pod nazwą Vinpearl jest ich kilka, również na stałym lądzie. Ten, w którym my byliśmy i który jest na wszystkich zdjęciach w tym poście to Vinpearl Resort Nha Trang. Na wyspie Hon Tre funkcjonuje również park rozrywki, do którego można przypłynąć (lub przyjechać kolejką linową) nawet jeśli mieszkacie w Nha Trang. Wstyd powiedzieć, ale my przez te dni spędzone na wyspie nie ruszyliśmy się poza basen/plażę/knajpę (do której chodziliśmy wyłącznie na śniadania). Dlatego o parku nie napiszę nic. Wyglądał atrakcyjnie, jednak tłumy chińczyków skutecznie zniechęciły nas do wizyty. Poza tym, tak szczerze, po kilku tygodniach w drodze, po kilkunastu miejscach, w których spaliśmy, po poznawaniu, odkrywaniu i doświadczaniu, mieliśmy potrzebę trochę poleniuchować przed powrotem do Polski.

Hotel dzieli się jakby na dwie części – jedna z nich to dwa główne budynki. W i wokół nich znajdują się wszystkie bary, restauracje, place zabaw, ogromne baseny, cuda wianki. Drugą część stanowią prywatne wille z basenami – ciągną się wzdłuż wybrzeża tak zmyślnie, że każdy ma nie tylko swój basen, ale również kawałek plaży z dedykowanymi leżakami. Mimo że hotel sprawia wrażenie sporego, panuje tu cisza i spokój. A odgłosem, który towarzyszył nam przez całą dobę był szum fal (który słyszę nawet teraz i który wywołuje wzruszenie, bo to nasze ostatnie chwile tutaj – jeszcze nie wyjechaliśmy, a ja już bardzo tęsknię…).

nasze odkrycie – willa z prywatnym basenem, czyli… Raj na wyłączność!

Intymna atmosfera, domki oddzielone są roślinnością, wkomponowane naturalnie w przyrodę, dzięki czemu każdy może cieszyć się słońcem i morzem na swoich warunkach. Dołóż do tego ciepłą wodę w morzu i piękną, czystą plażę z delikatnym piaskiem i palmami… Brzmi jak bajka, prawda? Dalej będzie tylko lepiej.

Pierwszy raz mieszkaliśmy w willi z basenem i… spodobało nam się, oj bardzo. Okazało się, że korzystaliśmy z niego praktycznie non stop. A jego rozmiar był w 100% wystarczający na rodzinne, wodne szaleństwa. W praktyce na hotelowy basen wybraliśmy się tylko raz, raczej, żeby sprawdzić i odkryć coś nowego niż z poszukiwań wrażeń.

Sam dom jest ogromny, ma 370 metrów i mimo że nie najnowszy, to urządzony bardzo lekko i elegancko. Można powiedzieć, że ponadczasowo. Łatwo się tam wypoczywa J.  Parter stanowi wielki salon, z częścią jadalnianą i pełnowymiarową kuchnią. Oprócz tego znajduje się tam jedna sypialnia, oczywiście z wyjściem na taras – w praktyce krawędź łóżka od basenu dzieli może 5 metrów. A poranne skoki do basenu, jeszcze przed kawą, zapadły mi w pamięć na długo – to jedno z naszych najszczęśliwszych, wakacyjnych wspomnień.

Długa lista zalet i cudowne wspomnienia

Na piętrze są dwie bardzo duże sypialnie, każda ze swoją łazienką. Piszę o tym szczegółowo, bo to ma w zasadzie ogromny wpływ na cenę. A to właśnie o koszty pobytu pytacie mnie bardzo często w prywatnych wiadomościach. W domu są 3 pokoje, 4 łazienki i ogromne części wspólne. Spokojnie mogą tu mieszkać 3 rodziny z dziećmi. To idealna propozycja dla grupy znajomych lub sporej rodziny. Koszt wynajęcia domu z prywatnym basenem w Vinpearl Resort Nha Trang wynosi ok. 1400 zł ze śniadaniem za dobę. Biorąc pod uwagę podział np. na 3 pary, kwota robi się sensowna. A miejsca jest tyle, że każdy znajdzie tu ciszę, spokój i odpoczynek.

My z wyspy Hon Tre odpływaliśmy ze smutkiem w oczach. Za to z wielkim uśmiechem oglądam zdjęcia stamtąd, wrzucę ich poniżej jeszcze trochę, może i Wam poprawią nastrój…?

wybrzeże w Wietnamie może być przepiękne! wystarczy wiedzieć, gdzie należy szukać tych najwspanialszych zakątków...

TUTAJ zostawię Wam link do strony hotelu Vinpearl na booking.com – jeśli zdecydujecie się zrobić za jego pomocą rezerwację, serwis podzieli się ze mną niewielką częścią prowizji. Cena dla Was pozostaje bez zmian! 🙂

 

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Kaja WolnickaKatarzyna Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Katarzyna
Gość
Katarzyna

Witam. O ile wczesniej rezerwowaliscie wille z basenem? Czy trzeba to robic kilka miesiecy wczesniej czy sa dostepne od reki? Dziekuje