07 Mar

To była tylko chwila

O moim najgorszym macierzyńskim doświadczeniu –

Do napisania tego wpisu zbierałam się 2 miesiące. Mimo to siedzę przed klawiaturą i mam mokre oczy, a ręce drżą bezwiednie. Mogłabym do tego nie wracać, pewnie, że tak. Jednak obiecałam sobie, że mój blog ma robić dobre rzeczy. A jeśli opowiadając tę historię dam komuś do myślenia, to jestem pewna, że warto. Po tysiąckroć warto.

To był piękny dzień, bardzo ciepły i słoneczny. Po długich tygodniach i miesiącach, wylądowaliśmy na upragnionych wakacjach. Warto było zagryzać zęby i pracować nieprzerwanie przez całą jesień. To była moja nagroda, dzień niemal wyjęty z bajki. Tak piękny, że aż ocierał się o kicz.

Byliśmy całą rodziną na rajskiej wyspie, gdzieś na końcu świata. Przed nami rozciągał się widok na turkusowe morze i białe plaże z piaskiem drobniutkim jak mąka. Świeciło słońce, ani za bardzo ani za słabo – w sam raz, aby cieszyć się ciepłem. Staliśmy z Tomkiem przy basenie, rozmawialiśmy, ja piłam wodę ze świeżego kokosa. W brodziku bawili się Leon i Mila. Kątem oka zerkaliśmy na dzieci.

Byliśmy uważni. Leon potrafi pływać, Mila była w dmuchanym kole. W najpłytszym możliwym miejscu – woda miała tam 50, może 60 cm. A mimo to właściwie cały czas ich obserwowaliśmy. Tutaj kluczowe jest to „właściwie”, bo nawet nie chcę myśleć, co by było gdyby TO zdarzyło się podczas tej minuty, kiedy odwrócilibyśmy wzrok.

To była tylko chwila…

Naczytałam i naoglądałam się o tym, do czego może prowadzić połączenie beztroski, dziecka i wody. Wiem, wiedziałam też tamtego dnia, że woda – nieważne basenowa czy morska, to żywioł. Że trzeba mieć oczy dookoła głowy i że nie wolno spuszczać dziecka z oka nawet na sekundę. To brzmi jak banał, jak ostrzeżenie przed czymś, co się nie zdarza. Bo jak – co może się stać dziecku kiedy jest na wakacjach z rodzicami w wodzie po kolana?!

Ano może.

To była sekunda. Mgnienie. Pstryk i już.

A równocześnie trwało to cholernie, cholernie długo.

Mila zjechała z maleńkiej zjeżdżalni, wpadła do basenu. Robiła to już dziesiątki razy tego dnia. Jednak tym razem coś poszło nie tak, do dziś nie wiem co. Po prostu koło ją przeważyło i odwróciło do góry nogami. I zadziałało niczym kotwica. Kiedy przymknę powieki, nawet w tej chwili przenoszę się nad tamten basen. Widzę wyraźnie jak wierzga nóżkami, jak jej małe ciałko szarpię się i kotłuje pod wodą, absolutnie niezdolne, aby wynurzyć się na powierzchnię. Dmuchane koło, które dotychczas zapewniało bezpieczeństwo, stało się śmiertelną pułapką…

Widok był tak straszny, że przez ułamek sekundy mnie sparaliżowało. Stałam, patrzyłam i nie byłam w stanie się ruszyć, czegokolwiek zrobić czy powiedzieć.  Nikt, absolutnie nikt dookoła basenu niczego nie zauważył. Zaczęłam krzyczeć, Tomek wskoczył i jednym ruchem wyciągnął Milę na powierzchnię.

Krztusiła się chwilę, wypluła trochę wody, była przestraszona. Nie wiedziała co się wydarzyło, a ja musiałam wspiąć się na wyżyny, aby nie przestraszyć jej swoim przerażeniem. Tuliłam ją długo, głaszcząc małą główkę.

Nic się nie stało.

Choć mogło stać się wszystko.

.

Podzieliłam się tym z Wami nie z potrzeby emocjonalnego ekshibicjonizmu. Chciałam pokazać, że „nigdy nie spuszczaj dziecka z oka podczas zabawy w wodzie” znaczy dokładnie… NIGDY. Tylko i aż tyle.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o