
Wiele razy podkreślałam i będę to robić nadal, że jestem wdzięczna za zaangażowaną, serdeczną społeczność, jaka gromadzi się wokół moimilowego bloga. Cieszę się, że czytacie i że piszecie – każda wiadomość, komentarz czy mail są dla mnie ważne. Często pomagacie mi tworzyć posty, inspirujecie albo dajecie cenne rady czy podsuwacie pomysły na wpisy. Nieocenione są też cynki od Was, że coś gdzieś się dzieje. Dzisiejszy wpis powstał właśnie dlatego, że napisała do mnie jedna z Czytelniczek, dając mi znać, że w warszawskim SOHO właśnie został otwarty nowy plac zabaw. Niewiele myśląc, spakowałam ekipę i fruuu – polecieliśmy tam zbadać sprawę.








Na wstępie uwaga – będę sporo się zachwycać, bo mimo że lepiej się rozchodzą złe wieści, ja nie mam wiele do zarzucenia temu miejscu. Warto jednak podkreślić, że moim zdaniem, jest to plac zabaw przeznaczony dla młodszych dzieci. Jest niezbyt duży, kameralny, a jego atrakcje skierowane są do kilkulatków. Próżno tu szukać ogromnych konstrukcji do wspinania czy wysokich zjeżdżalni. Dla mnie jednak, jako mamy ciągle jeszcze maluchów, jest to zdecydowanie zaleta, nie wada.








Pierwsze, co z pewnością mi się podoba, to położenie (ul. Mińska 25 – SOHO). Jest cicho, spokojnie i na uboczu. Plac otoczony jest starymi drzewami, więc spokojnie będzie można tu bawić się nawet podczas naprawdę ciepłych dni. Minusem jest ogrodzenie, którego sforsowanie nie stanowi najmniejszego problemu dla cztero- pięciolatka (sprawdziliśmy!) i furtki, zamykane jedynie na słowo honoru. W normalnych warunkach, dla dorosłych ludzi, podkreślałabym estetyczne walory płotu. Jednak tuż przy placu zabaw jest uliczka – niby niewielka, jednak podczas naszej obecności co rusz przejeżdżały tamtędy auta (może dlatego, że obok organizowana była jakaś wielka impreza i powoli zjeżdżali się goście). A kiepsko ogrodzony plac i samochody nieopodal to słabe połączenie (jasne, że nie dla każdego dziecka, z Leonem w ogóle nie miałam takiego problemu, Mila zaś uciekanie gdzie pieprz rośnie, a nogi poniosą uważa za najlepszą zabawę i uskutecznia to całymi dniami).
Bardzo lubię warszawskie SOHO i z nieskrywaną przyjemnością przyglądam się jak od lat ten kawałek miasta budzi się do życia. Trochę czasu temu (nie bądźmy tacy skrupulatni, żeby to liczyć) studiowałam na położonym nieopodal SWPSie. Wtedy okoliczne tereny budziły raczej grozę, a spacer do tramwaju po wieczornych zajęciach, nie należał do przyjemności. Jednak trwająca od dawna rewitalizacja ul. Mińskiej dała spektakularne rezultaty.

Lubię to miejsce do tego stopnia, że kiedyś powiedziałam Tomkowi, że gdyby nie to, że marzę o zamieszkaniu w IKEI (wiem, wariatka!), to chętnie bym się przeniosła w te okolice. SOHO, moim zdaniem, ma swój klimat, jest bardzo “jakieś”, czego o wielu warszawskich dzielnicach nie można niestety powiedzieć… Dodatkowe punkty w moim ranking fajności łapie za cudną Warszawę Wschodnią Gesslera (z najlepszym chyba polskim jedzeniem w mieście i atmosferą nie do podrobienia). I za Teatr Niewielki, za urocze Muzeum Neonów. Za stare, kolorowe Nyski, które odpoczywają po całodziennym wożeniu turystów po mieście. Długo mogłabym wymieniać. Lubię tu być i cieszę się, że od kilku dni znajdziemy tu również plac zabaw, który polubiły dzieciaki.












Moim zdaniem prawdziwym hitem tego miejsca jest najprawdziwsza i działająca pompa wodna. Wraz z dużą połacią piasku, wielką koparką i specjalnie przygotowanymi dla dzieci kamieniami, stanowi główny obiekt zainteresowania wszystkich dzieci. Budowanie koryta rzeki, tworzenie tam i podkopów przykuwa uwagę chyba wszystkich. Aż żal, że dostępu do wody nie ma na każdym placu zabaw, bo przecież nie od dziś wiadomo, że dzieci do szczęścia potrzebują tylko… piasku i właśnie wody!













