05 Sty

Poznałam matkę swojego dziecka

kradzież zdjęćKiedy zdecydowałam się na założenie bloga, wiedziałam o tym, że istnieje mroczna twarz Internetu. Nie zdawałam sobie jednak sprawy z dwóch rzeczy. Po pierwsze – jak szybko przyjdzie mi ją poznać, po drugie – jak bardzo jest ona mroczna.

Historia zaczyna się powoli, od tego, że ktoś kradnie pomysły na zdjęcia. Granica jest tu płynna, między inspiracją a plagiatem często w fotografii trudno ją w ogóle  wyznaczyć. Poza tym – wielu mówi, że w sztuce współczesnej wszystko już było, a my odtwarzamy wciąż na nowo te same koncepcje. Fotografii cyfrowych powstają obecnie takie ilości, że po prostu niektóre z nich muszą być do siebie podobne. Zatem to, że ktoś robi identyczne zdjęcie do mojego, nie jest dla mnie problemem. Ok – nie jest dużym problemem. Podobnie podchodzę do mniejszych lub większych inspiracji czy „zapożyczeń” z tekstów, które piszę. Wiem, że to się działo, dzieje i będzie się działo. Przymykam na to oko.

Podobno świat podzielony jest na ludzi, którzy COŚ robią i na ludzi, którzy TO obserwują i kopiują. Po rozmowach z Tomkiem początkową irytację podkradaniem zdjęć czy tekstów, zamieniłam na satysfakcję. Bo to, co robię musi być jakoś tam wartościowe, skoro przychodzą osoby i te rzeczy podbierają.

Później zaczęły się kradzieże (nazywając rzeczy po imieniu) całych tekstów. Niejeden mój post krąży sobie gdzieś po sieci, podpisany innym innym imieniem i nazwiskiem, opublikowany na blogach czy portalach. Czasami coś delikatnie zostało w nim zmienione, często ktoś przepisuje słowo w słowo, zachowując nawet oryginalny tytuł. Mam cudownych Czytelników, bo nie starczyłoby mi doby, żeby śledzić wszystkie możliwe miejsca, gdzie moje teksty mogą być opublikowane, więc wiem o nich tylko dlatego, że czasami ktoś podrzuci mi linka. Też przymknęłam na to oko, stoczyłam jedną czy drugą bitwę o prawa autorskie, po czym doszłam do wniosku, że gra nie jest warta świeczki.

Nie będę się bić o rzeczy oczywiste, wolę ten czas i tą energię poświecić na coś produktywnego. Stwierdziłam, że „wrzucam to w koszty” blogowania. Oczywiście, że to czasami kłuje, czasami uwiera, bo fajnie by było, gdyby taki człowiek napisał do mnie, zapytał, zachował się po ludzku. Jednak koniec końców pogodziłam się z tym i już, od tego czasu lżej się żyje.

Kiedy wydawało mi się, że to koniec internetowych świństw, jakie anonimowi ludzie robią nie-anonimowym ludziom, okazało się… że to był dopiero początek. Przyszła krytyka, jasne, że przyszła. Jednak w zasadzie ją lubię, bo jeśli jest wyrażona kulturalnie, staje się wspaniałą motywacją do rozwoju i zmian. Na krytykę niekonstruktywną, na próby obrażania mnie lub moich dzieci reaguję zawsze w ten sam sposób – banem. To wspaniale rozwiązuje sprawę, polecam z całego serca takie rozwiązanie. Również w odniesieniu do toksycznych znajomych, nienawistnych sąsiadów i wszystkich złych duchów, które odwiedzają Wasze światy.

W ostatnim czasie odkryłam jednak, że ludzie są zdolni posunąć się dużo, dużo dalej. Nie jest mi łatwo o tym pisać, natomiast uważam, że powinnam i chcę to zrobić. Po pierwsze dlatego, żeby pokazać tym, których to kiedyś spotka, że nie są sami, że takie przypadki już były i że da się je rozwiązać – w dodatku coraz lepiej i coraz sprawniej. A po drugie – aby pokazać tym, którzy takie rzeczy robią, że nie są i nigdy nie będą bezkarni.

Całkiem niedawno spędzałam w domu spokojny wieczór, siedziałam na kanapie, piłam herbatkę zimową, na kolanach miałam laptopa, coś tam sobie robiłam. BAM – dostałam wiadomość od nieznanej mi Czytelniczki bloga, że natknęła się w sieci na zdjęcia jakiejś użytkowniczki, które wcześniej widziała na Moi Mili. Wiadomość była tak dziwna i zagmatwana, że nie wiedziałam do końca, o co jej chodzi. Ale ok – zajrzę. Jak kliknęłam w link, tak zbaraniałam. Właśnie w tej sekundzie poznałam… Weronikę O. – matkę mojego syna! Zabrakło mi słów. W zasadzie nawet tchu.

Okazało się, że ktoś ukradł, skopiował bezprawnie z mojego bloga zdjęcie Leona i udostępniał je na swoim profilu jako fotografię… swojej córki. To nawet teraz, kiedy o tym piszę przechodzą mnie ciarki. Bo to jest bardzo niemiłe uczucie, że ktoś ukradł wizerunek Twojego dziecka, jego tożsamość i tworzy wokół tego jakąś fikcję. Napisałam kulturalną wiadomość do Pani Weroniki z informacją, że jestem autorką zdjęcia, a przede wszystkim matką dziecka, które na nim jest i prośbę o natychmiastowe usunięcie go. Wiadomość pozostała bez odpowiedzi, więc skontaktowałam się z Facebookiem, zgłaszając tę sytuację i prosząc o usunięcie treści. To również nie przyniosło efektu.

Sprawę udało mi się całkiem szybko załatwić, dzięki grupie wspaniałych ludzi, głównie internetowych twórców, do których napisałam z prośbą o pomoc. Po pierwsze rozpoczęła się dyskusja na ten temat, po drugie oni zaczęli zgłaszać profil tej osoby Facebookowi. W przeciągu paru godzin konto zostało zlikwidowane.

To w sumie wszystko, co mogłam zrobić..Nie będę tracić czasu, sił i energii na dochodzenie, kto i dlaczego. Natomiast zobaczyłam tą złą, podłą twarz Internetu. To nie jest łatwe, na pewno nie miłe. Jednak wniosek mam jeden – niczego to nie zmienia. Poniekąd dlatego piszę ten tekst – mój manifest, że nie dam się zastraszyć. Nie pozwolę kraść zdjęć moich dzieci. Nie pozwolę posługiwać się nimi bez mojej zgody. Będę ich bronić wszelkimi dostępnymi, legalnymi środkami (których na szczęście jest coraz więcej). Nie zatrzyma to ani mnie, ani bloga.

Nie wiem, czy chciałam się pożalić, czy pokazać jakąś tam historię, która nam się ostatnio przytrafiła. Świat jest dobry i trochę zły. Blogowanie, jak je uwielbiam, tak miewa swoje ciemne strony. I nie zawsze jest usłane różami… Ot, co.

Dodaj komentarz

17 komentarzy do "Poznałam matkę swojego dziecka"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Edyta
Gość

Kaju kochana, jesteśmy z Tobą. Trudno nawet skomentować mi to, co Ciebie/Was spotkało. Myśle, ze to, co w wielu ludziach „siedzi” jest nieodgadnione, a tez i nieprzewidywalne… ba niebezpieczne. W sumie każdy z nas ma ta „ciemniejsza stronę”, ale warto robić z niej dobry użytek, a nie „żyć czyimś życiem”. Naśladować Ciebie pewnie wielu chce, bos jest dobrym wzorem cudownej mamy, pięknej, mądrej kobiety, kochającej żony, dobrego człowieka po prostu… szkoda tylko, ze te kopie takie marne ????. Tule Cię ciepło do serducha

Kalina
Gość

Kaja chcialam zwrócić Twoja uwage na jedna rzecz: udostepniasz wiele zdjec swoich slodkich dzieci, i niestety musisz poniekad liczyc sie z tym ze niektorzy ludzie maja zle intencje i nie tylko kradna zdjęcia czy posty ale moga wykorzystac je w gorszu sposob niz tylko ktory opisalas. Skoro decudujesz się na życie niejako publiczne to takie rzeczy moga się zdarzac. Może powinnas lepiej chronic wizerunek swoich dzieci albo zdjecia przez specjalne na nich znaki czy oprogramowanie ktore nie pozwala na tak latwa kradzież.
Pozdrawiam 🙂

Kasia
Gość

To okropne… wiele razy z takiego powodu zastanawiałam się czy upubliczniać obcym ludziom zdjęcie mojego dziecka. Właśnie przez takie historie, których jest niestety wiele w internecie. Bardzo mi przykro, że coś takiego spotkało Was i mam nadzieję, że więcej się nie powtórzy.

Aneta
Gość

Przykro mi to pisać, ale jeśli decyduje się Pani na udostępnianie zdjęć swojego dziecka to należy się liczyć z takimi konsekwencjami. Wiadomo nie jest to miłe, a nawet bardzo przykre ale pełno jest dziwnych ludzi na świecie a i tak wydaje mi się że to, mimo iż okropna to i tak dość delikatna forma wykorzystania wizerunku. Proszę pomyśleć o pedofilii, nielegalnym handlem dziećmi itp…. jakkolwiek niedorzeczne to brzmi to takie rzeczy się zdarzają…. w każdym razie nie pisze tego złośliwe. Tak jest i podejmując pewne decyzję trzeba też przygać ich konsekwencje. Pozdrawiam

Aneta
Gość

Przykro mi to pisać, ale jeśli decyduje się Pani na udostępnianie zdjęć swojego dziecka to należy się liczyć z takimi konsekwencjami. Wiadomo nie jest to miłe, a nawet bardzo przykre ale pełno jest dziwnych ludzi na świecie a i tak wydaje mi się że to, mimo iż okropna to i tak dość delikatna forma wykorzystania wizerunku. Proszę pomyśleć o pedofilii, nielegalnym handlu dziećmi itp…. jakkolwiek niedorzeczne to brzmi to takie rzeczy się zdarzają…. w każdym razie nie pisze tego złośliwe. Tak jest i podejmując pewne decyzję trzeba też przygać ich konsekwencje. Pozdrawiam

Beata
Gość

Przykro mi to słyszeć, ale niestety winę ponoszą same mamy, które tak chętnie chwalą się swoimi pociechami w internecie. Mało kto rozumie, że internet nie jest cudownym, różowym, mamusiowym miejscem, pełnym dobrych ludzi a bardzo zdradliwym tworem, z którego korzystają ludzie także o złych intencjach. Pedofile, porywacze dzieci, chore psychicznie osoby też mogą kryć się pod, z pozoru, niewinnymi pseudonimami. Czy musi dojśc do tragedii, abyśmy w końcu zaczęli swoją pryatność chronić i nie wystawiać swoje dzieci na niebiezpieczeństwa?

Ewa
Gość

To może warto pomyśleć o nie wrzucaniu zdjęć do sieci? Tyle się mówi o prywatności dzieci, a do matek nadal nie dociera. Może coś pojmiesz jak zdjęcie dziecka zostanie wykorzystane w jeszcze gorszy sposób. Całkiem niedawno ktoś ukradł zdjęcie i wysyłał w wiadomości prywatnej prośbę o pomoc, bo ono jest chore. Może sama kiedyś tego doświadczysz i zmądrzejesz. Pozdrawiam i życzę ci rozsądku na przyszłość.

pomyśldwarazy
Gość

Udostępniaj twarz/zdjęcia swojego dziecka publicznie – płacz, że ktoś je używa i kradnie. Logika matek bez mózgu.

Bernadeta
Gość

Należało myśleć przed upublicznieniem miliona fotek dziecka. Niech Pani cieszy, że żaden pedofil tego sobie nie ściągnął albo specjaliści od handlu żywym towarem. Tylko ułatwiacie im robotę swoim wywnętrzaniem się. Chociaż w sumie nie ma Pani pewności, czy foty nie trafiły na fora dla pedofilii.

Emilia
Gość

Cóż, dzieci nie zgodziły się na publikację swojego wizerunku. Cały problem nie miałby miejsca gdybyś Ty szanowała swoich dzieci prywatność.

Monika
Gość

Niestety ale winę ponosisz także i TY. Jeżeli dla Ciebie mroczne jest kradzież zdjęć to co jakbyś odkryła, że jakiś pedofil ma w swoim posiadaniu? Owszem jest to złe i nie bronię sprawcy. Ale zdziwienie że tak szybko zobaczyłaś tą złą stronę internetu jest żenujące. Czyli wiedziałaś ale olałaś sprawę. Pretensje możesz mieć także do siebie.

Paulina
Gość

Mnie nasuwa się jedno pytanie: czy masz zgodę swoich dzieci na udostępnianie ich wizerunku? Może nie teraz a może kiedyś będą niezadowolone, że są „kosztem Twojego blogowania”. Nie chcę Cię hejtować, nie o to chodzi. Czy i jak masz to przemyślane? Pozdrawiam

Alice in Wonderland
Gość
Moim zdaniem „internetowe świństwo” to jednak w głównej mierze publikowanie zdjęć swoich dzieci w internecie. To okropne, bo w imię zarabiania pieniędzy (m.in. na blogowaniu) nie szanuje się godności swoich pociech – rodzice wykorzystują sytuację, że te małe istoty nie potrafią się obronić, powiedzieć „Nie! Mamo nie wrzucaj moich zdjęć do sieci!”. A dziecko to też człowiek. Myślę, że podziękuje w przyszłości za to dzielenie się z całym światem jego intymnością. Felietony, artykuły, teksty – ok. Zdjęcia mieszkań, zabawek, jedzenia – no ok, skoro ktoś faktycznie ma taką potrzebę… Ale zdjęcia dzieci? To nie jest fair. To nie jest fajne… Czytaj więcej »
Dari
Gość
Gdy tylko doczytałam się pointy posta, aż byłam ciekawa jak dużo „życzliwych” i najmądrzejszych ludzi na świecie Cię skrytykuje, (delikatnie mówiąc) droga autorko. A nawet słowem się nie zająknęli na temat postępowania tamtej osoby. Trochę to smutne, że wina spada na Ciebie. Smutne i dowodzi małostkowości. Sama noszę się z zamiarem założenia rodzicielskiego bloga, ale chyba nie byłabym gotowa na zmierzenie się z taką sytuacją, która jest przerażająca w swoim wydźwięku. Jeśli się zdecyduję, raczej nie będę umieszczała zdjęć moich szkrabów. Fajnie, że podzieliłaś się z nami tą historią, daje do myślenia. Życzę Ci wytrwałości i jak najmniej takich dziwnych… Czytaj więcej »
Edi
Gość
Nie wierzę! wina jest tego kto wrzuca zdjęcia? jeżeli zostawię rower źle przypięty i mi go ukradną to moja wina, bo źle przypięty? Toć przecież to usprawiedliwianie złodziejstwa! To retoryka na poziomie „bo zupa była za słona”! Nic nikomu do tego, czy dzieci się zgodziły. Jak mniemam, wiedząc, iż blogowanie uszczęśliwia mamę, z całą pewnością nie miały by nic przeciwko. Godzimy się na wiele rzeczy, chcąc uszczęśliwić ukochaną osobę. Mamy nie wrzucać zdjęć, bo się narażamy na ich kradzież? A wyobrażacie sobie internet bez zdjęć? Tak, czy siak- kradzież zdjęć, czy tekstów powinna i na szczęście jest karalna. Inna kwestia.… Czytaj więcej »
Ewelina Mierzwińska
Gość

Przerażające! Właśnie takie historie w blogowaniu wstrząsają mną najbardziej, bo słyszałam już o prowadzeniu całego profilu podszywając się za inną osobę, ale żeby jeszcze dziecko w to wciągać? Przeszłyby mnie konkretne ciary