28 Maj

Boję się, że… że dorośniesz mi zbyt szybko

macierzyństwo to czekanie

Czasem nie mam siły, zwyczajnie i po prostu – płaczę z bezsilności, niewyspania, frustracji. Lecę wtedy na oparach cierpliwości i marzę o podróży w jedną stronę na księżyc… Wyprawa do warzywniaka wydaje się wtedy ekscytującą przygodą, a telefon od Mamy – nadrabianiem zaległości towarzyskich. Są takie dni, nie będę ich ukrywać.

Jednak moje macierzyństwo to w proporcji pół na pół – trzymanie kciuków za rozwój i samodzielność dzieci, jak i obawa, że… że to wszystko minie nam zbyt szybko. Bycie mamą to czekanie – na dwie kreski na teście ciążowym, na USG, na pierwsze ruchy. Na poród, wyjście ze szpitala do domu i pierwszą przespaną noc. Na pierwszy uśmiech, ząb i krok. Rodzicielstwo to niekończące się kibicowanie i czekanie, rzadko kiedy możemy zrobić coś więcej. Czekamy na pierwsze słowo, pierwsze „kocham Cię!”, pierwszy dzień w szkole. Czasem w tym pędzie do przodu, zapominamy o celebrowaniu TU i TERAZ. A ja chcę się zatrzymać, cieszyć chwilą, dostrzegać rzeczy najmniejsze.

Bo boję się, że… że dorośniesz mi zbyt szybko.

Boję się, że moje buziaki zbyt szybko stracą swoją moc uzdrawiania bólów i smutków. Że moje ramiona okażą się niepotrzebne i dręcząco puste…

Uwielbiam ten wkurzający przedpokój, pełen małych i dużych butów. Kaloszy i tenisówek. Balerinek i piłkarskich korków.

Lubię żel do kąpieli w butelce z księżniczką i kubki na kakao wymalowane w stwory. Z uśmiechem na twarzy ścieram kisiel z regału, a z torebki na „super-hiper poważnym” spotkaniu wyjmuję gumowy młotek, małego rekina i znienawidzoną przez Milę lewą skarpetkę.

Lubię nawet afery w supermarkecie, niezjedzone na obiad warzywa i bałagan, który robi się sam i to w pięć sekund.

Polubiłam nocne pobudki, czytanie o Ninjago i frytki prawie każdego dnia. A nawet trzy pralki dziennie i wiatr w portfelu.

Z uporem maniaka czerpię radość z tych drobnych spraw. Celebruję je, choć kiedyś wydawało mi się to niepojęte. Nawlekam je pieczołowicie jak koraliki na bransoletkę. Koniec końców wiem, że nim się obejrzę – Wy, moje kochane dzieci, ruszycie podbijać świat. A ja zostanę tu gdzie jestem.

Będę wtedy najmocniej jak umiem trzymać za Was kciuki. I oglądać swoją najpiękniejszą bransoletkę. Tę, którą stworzyliśmy razem…

Bo macierzyństwo to czekanie.

5
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
EwaIwonaGabiPaulinaDorota Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dorota
Gość
Dorota

Piękne 🙂

Paulina
Gość
Paulina

Cudowne, moja córeczka ma dopiero 5 miesięcy,a ja już tęsknię. Tyle wspaniałych rzeczy jeszcze nas czeka, a ja ciągle ma z tyłu głowy, że ona tak szybko rośnie… te wszystkie cudowne, magiczne chwile mijają bezpowrotnie.

Gabi
Gość
Gabi

poplakalam sie!
czesto nie doceniam tego co mam..zloszcze sie bo 2 miesieczny syn placze a 3 letnia corka po raz setny dzis chce sie bawic w sklep..
bede sie starac pamietac ze te chwile trwaja krotko i juz nie wroca..

Iwona
Gość
Iwona

No tak, o to cała prawda.

Ewa
Gość
Ewa

Przepięknie napisane. Mam 2,5 letnią córeczkę. Czuję dokladnie tak samo.