10 Sty

Co warto zobaczyć na Zanzibarze? Ciekawe miejsca – gdzie pojechać i co robić?

Jeśli Zanzibar kojarzy Wam się przede wszystkim z bielusieńkimi plażami, ciągnącymi się aż po horyzont, i najbardziej turkusową, krystaliczną wodą, jaką można sobie wyobrazić, to… macie rację. Trudno o lepsze warunki dla błogiego nic nie robienia – w jednym ręku świeży kokos (lub drink z palemką ;)), w drugiej książka albo olejek do opalania. Plaże zachęcają swym bezkresem do długich spacerów. Morze, które ma temperaturę 27-28 stopni (!) kusi, aby pluskać się i pływać godzinami. W zasadzie jak o tym teraz myślę, to nie miałabym nic przeciwko spędzeniu tak tygodnia… czy kwartału. Jednak na miejscu zawsze budzi się we mnie duch odkrywcy i wędrowca. Uwielbiam szwendać się po bliższej i dalszej okolicy, rozmawiać z tubylcami, fotografować i po prostu zbierać wspomnienia.

Właściwie nigdy nie korzystamy z wycieczek fakultatywnych organizowanych przez biuro podróży. Powody są trzy: są za drogie, za tłumne i za szybkie. Wolimy odkrywać w swoim, czasem bardzo żółwim, tempie (od kiedy mamy dzieci to już w ogóle). Nie zależy nam, aby zrealizować jakiś wymyślone punkty programu, bardziej chodzi o to, aby pozwolić się prowadzić ciekawości i różnym sytuacjom. Takie doświadczenia można mieć tylko wyruszając z lokalnymi przewodnikami, którzy bardzo dobrze rozumieją fakt, że chcesz się delektować chwilą, a nie „zaliczać miejsca”.

Na Zanzibarze ludzie są szalenie mili i kontaktowi – wystarczy, że będziecie mieli chęć, a na pewno znajdziecie sobie „kumpli”. Najlepiej szukać przed hotelową plażą (to ciekawe, bo odległość od hotelu do pierwszych fal oceanu podzielona jest mniej więcej na pół – lokalni sprzedawcy, przewodnicy i drobni handlarze mogą przebywać tylko na tej bardziej oddalonej części; rozumiem powody, dlaczego tak jest, ale i tak jakoś niezręcznie się czułam z takim podziałem).

Zanzibar jest niewielką wyspą, zatem liczba atrakcji turystycznych jest ograniczona. W zasadzie każdy oferuje to samo, czyli jedną z pięciu wycieczek, które zaraz opiszę. Zanim się zdecydujecie, koniecznie, ale to koniecznie się targujcie – ceny zawyżone są czasem dwu- lub trzykrotnie!

Każde z miejsc, które odwiedziliśmy super sprawdziło się także dla dzieciaków. Poza Safari Blue, które w naszym wypadku było po prostu dniem nurkowym, a dzieciaki zostały wtedy na lądzie. To na pewno kwestia indywidualna, ale z naszą energiczną dwulatką nie porwałabym się na rejs niewielką, kolebiącą się łódeczką (radę byśmy dali, ale przyjemności to by z tego raczej nie było).

Co robić na Zanzibarze?

 

Farma Przypraw

Jeśli planujecie tylko jedną wycieczkę, to koniecznie pojedźcie na farmę przypraw. Jakąkolwiek, bo tak naprawdę tą nazwą określane są mniejsze i większe plantacje, na których zgromadzono odpowiednią ilość egzotycznych roślin. Każdy z nas, niezależnie od wieku, bawił się wspaniale. Z szeroko otwartymi oczami podziwialiśmy rośliny i przyprawy, które dotychczas znaliśmy tylko z kuchni. Już na zawsze będziemy pamiętać, jak rośnie cynamon, kurkuma czy goździki. A także jak wygląda drzewo szminkowe, do czego można zastosować trawę cytrynową albo aloes. Poniżej kilka zdjęć z farmy, na której byliśmy. Tymczasem jeśli macie ochotę na więcej – TUTAJ znajdziecie post, który w całości poświęcony jest afrykańskim przyprawom.

Park Narodowy Jozani

To jedyne miejsce na Zanzibarze będące pod ochroną, bardzo ciekawe zarówno jeśli chodzi o występującą tam faunę, jak i florę. Wycieczka podzielona jest na trzy części: spacer po tropikalnym lesie, spotkanie z endemicznym gatunkiem małp (Gereza Trójkolorowa) i wędrówkę w lesie namorzynowym. Spodziewałam się, że największą atrakcją, zarówno dla dzieciaków, jak i dla nas – będą małpy. Tymczasem w porównaniu z małpami, które kradły Leonowi na Bali lody (serio, serio!) te są dość nieśmiałe. Co prawda udało nam się zobaczyć wiele z nich, jednak zwierzaki utrzymują dystans lub nie zwracają uwagi na człowieka. O ile dla mnie spotkanie z nimi oko w oko (czy raczej oko w obiektyw) było ciekawe, tak Leo szybko stracił zainteresowanie. Na pewno nie pomagał też prawdziwy żar lejący się z nieba – było jakieś milion stopni.

Zaskoczył nas las namorzynowy – tajemniczy i dziki, dla mnie prawdziwie fascynujący. Poczułam się jak w jakiejś fantastycznej baśni. Nad nieskończoną plątaniną korzeni wybudowany jest stabilny, drewniany pomost, którym prowadzi trasa wycieczki, zatem miejsce jest odpowiednie nawet dla najmniejszych nóżek.

Safari Blue

Jeśli lubicie sobie popływać łódką, na Zanzi będziecie w prawdziwym raju. My popłynęliśmy nurkować w okolicy prywatnej wyspy Mnemby. Jeśli możliwe jest odkrycie turkusu jeszcze bardziej turkusowego i lazurowego lazuru – to właśnie tam tego dokonaliśmy. Dosłownie piszczałam z zachwytu, kiedy nasz kapitan cumował łódź. I nie mogłam uwierzyć, że ten świat faktycznie jest taki zachwycający. Okazuje się, że nie wszystkie zdjęcia w katalogach biur podróży są pokolorowane. Wyobraźcie sobie moją radość, kiedy pomiędzy nurkami, siedzieliśmy w łodzi, objadając się nieprzyzwoicie słodkim, soczystym ananasem. W tamtej chwili przypłynęły… delfiny. To była jedna z tych chwil, które wydają się zbyt piękne, żeby były prawdziwe.

Okoliczne laguny i rafy są wręcz stworzone do snorklingu i plażowania. Organizowane są również wycieczki przy zachodzącym słońcu, z serwowaną kolacją z owoców morza albo na wyspę żółwi!

Stone Town i Prison Island

Prison Island, potocznie nazywana wyspą żółwi, znajduje się niedaleko stolicy wyspy – Stone Town. Wystarczy w porcie wskoczyć na jedną z łodzi, która w pół godziny zabierze nas na przepięknie położoną wyspę. Wybudowano na niej więzienie, ale los bywa przewrotny i miejscówka nigdy nie została otwarta. Za to stała się domem dla żółwi przywiezionych jeszcze w XIX w. z Seszeli. Żółwi na wyspie jest ponad 50, niektóre z nich bardzo wiekowe – chociaż trudno w to uwierzyć, najstarszy ma… 190 lat! Jest też sporo młodzieniaszków – takich powiedzmy w wieku 100 czy 120 lat 😛 Żółwie chodzą sobie wolno (w obu znaczeniach tego słowa). Można je karmić, pogłaskać i robić sobie z nimi zdjęcia. Dzieci zachwycone! Dla mnie najprzyjemniejsze było po prostu obserwowanie ich – takich wielkich dziwaków, ogromnych, spokojnych i powolnych – trochę jak przybyszy z innej planety.

Dodatkowo sama wyspa jest przepiękna po prostu, zachęca do kąpieli, plażowania i snorklingu. Fajną opcją jest połączenie pobytu na wyspie z wypoczynkiem nad lazurowymi falami. Po czym kiedy słońce zacznie chylić się ku wodzie, powrót do portu i zwiedzanie stolicy.

Stone Town, czyli miasto z kamienia, niewiele ma w sobie czaru – jest gwarne, duszne, a w wielu miejscach również śmierdzące. Pełne ludzi. A jednak może być interesujące, szczególnie tych spragnionych doświadczania tego, co miejscowe. Stolica niewiele zmieniła się na przestrzeni dziesięcioleci – każdy kamień na tej starówce opowiada tę samą, bolesną historię. W przeszłości był to jeden z ośrodków handlu niewolnikami w Afryce Wschodniej.

Przepiękny port, urokliwe stare miasteczko, gdzie domy oddalone są od siebie niemalże o wyciągnięcie ręki. Warto wybrać się tam na spacer, kilka razy zgubić się i odnaleźć… A po zachodzie słońca koniecznie, ale to koniecznie wybierzcie się na nadbrzeżny bulwar do Parku Forodhani na nocny market. Codziennie, ok. godziny 20:00 rozstawiają się tam mniejsze i większe stragany z przysmakami. Można spróbować świeżych owoców morza, ale także mięs i warzyw, przygotowywanych na naszych oczach. Ilość smaków, kolorów, zapachów tworzy prawdziwy lokalny koktajl. Tam zajadając na ulicy chlebek naan z panierowaną rybą, popijając sok z trzciny cukrowej, można poczuć podmuch Zanzibaru. Aha, uważajcie na ceny – dobrze jest ustalić je przed złożeniem zamówienia!

Pływanie z żółwiami w rezerwacie Nungwi

Miejsca w egotycznych krajach, które oferują bezpośredni kontakt ze zwierzakami, zawsze budzą naszą największą podejrzliwość. Tym razem okazało się, że za naturalnymi akwenami z żółwiami nie stoi rządza pieniądza, ale (przynajmniej w większości) faktyczna troska o dobro tych zwierząt. W przeszłości ich liczebność znacznie się w okolicy zmniejszyła, z powodu polowania na te piękne, niewinne stworzenia. Jednak ktoś w porę się obudził, powołał fundację, która założyła farmy żółwi – gdzie w pół-naturalnych warunkach jej pracownicy próbują przywrócić dawną liczebność populacji. W 2005 roku pierwszy żółw urodzony w azylu został wypuszczony do oceanu!

Nieopodal uroczej, rybackiej wioski Nungwi znaleźć można tzw. farmy żółwi. Są to właśnie miejsca, gdzie młode osobniki dojrzewają. Wizyta na takiej formie jest unikalną okazją do obserwowania tych przepięknych zwierząt. Odważni mogą wejść do wody i z nimi pływać. Polecam najserdeczniej – wspaniałe uczucie! Podobało mi się to, że żółwie z ciekawości (i chęci na coś… zielonego :P), same podpływały i interesowały się nami, widać, że obecność ludzi im nie przeszkadza. No i wiadomo – dla dzieciaków nieziemska frajda!

– mama Leona i Mili, psycholożka, fotografka, instruktorka nurkowania. Zakochana w życiu i ludziach.

Bardzo miło mi Cię tutaj widzieć. Jeśli spodobało Ci się to, co tu znalazłaś, zostańmy w kontakcie:

– udostępnij ten wpis

– polub Moi Mili FB

– obserwuj Moi Mili Instagram

5
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
JoannaKaja WolnickaJacekEwelina Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ewelina
Gość
Ewelina

Przeeepiękne zdjęcia 🙂 masz też swoje nurkowanie Mamo :))) tak strasznie zazdroszczę Ci energii i pasji. Zaraź mnie nią 🙂

Jacek
Gość
Jacek

Wlasnie myslimy nad wyjazdem na Zanzibar rowniez z dwojka dzieci (1,3 i 4,5). Jak wyglada z Twojej perspektywy kwestia szczepien i malarii? Czy szczepilas dzieci? Czy byly zatrucia pokarmowe?

Joanna
Gość
Joanna

Kiedy jechać i na co zaszczepić dzieci (2 i 8 lat)?