19 Wrz

Festiwal Rodzicielstwa Bliskości 2016 w Łodzi

frb_www_2016_lzejsze

Najpierw był chaos. I nie tylko w teorii powstawania świata, ale też w moim życiu. Z wielu różnych przyczyn, ale to nie miejsce, ani pora… Jeszcze w czasie ciąży czytałam książki o rozwoju i wychowaniu dzieci, wcześniej była Super Niania oglądana w TV, a jeszcze wcześniej psychologia rozwoju na studiach. Chaos do potęgi. Efekt był taki, że wydawało mi się, że lot promem kosmicznym to pikuś w porównaniu do wychowania dziecka, które będzie miało poczucie bezpieczeństwa, radość odkrywania świata i łatwość nawiązywania relacji z innymi ludźmi. Gdy zostałam mamą po raz pierwszy, dużo się zmieniło. W moim stylu życia, w postrzeganiu świata i samej siebie, w relacjach z innymi ludźmi, w sposobie myślenia. Ale przede wszystkim – w poglądach na wychowanie.

Gdy urodził się Leon stery przejęła intuicja. Chyba po raz pierwszy w życiu odpuściłam, wycofałam kontrolę (bo ze mnie to taka Monika z Przyjaciół była, kto oglądał, ten wie), zaufałam sobie. Nie wiem, dlaczego tak się stało – podejrzewam hormony, ewentualnie zmęczenie, które było tak ogromne, że powodowało przełączenie się często na ‚autopilota’. I tak odkryłam macierzyństwo bliskości. Chociaż w tamtym czasie nie wiedziałam, że to, co robię w ogóle ma jakąś nazwę. I że osób z podejściem jak moje jest więcej. O rodzicielstwie bliskości będę chciała napisać niedługo oddzielny post. Zaś dziś chciałabym się skupić na wydarzeniu minionego weekendu, które było okazją do spotkania wielu, wielu rodzin jak nasza.

W Łodzi, po raz drugi zorganizowany został Festiwal Rodzicielstwa Bliskości. Jak wielkie jest zapotrzebowanie na tego typu wydarzenia, obrazuje fakt, że bilety na część wykładów i warsztatów zostały wyprzedane w 10 MINUT po rozpoczęciu rejestracji. Szaleństwo! Tym większa była moja radość, że udało mi się dostać na wykład Agnieszki Stein. Czyli – chyba nikt nie będzie się sprzeczał – guru rodzicielstwa bliskości i jego największej propagatorki w naszym kraju.

Festiwal Rodzicielstwa Bliskości

Poza wykładem, który był ciekawy i w prosty sposób pomógł mi uporządkować wiedzę w temacie, spędziliśmy na Festiwalu dobrą, rodzinną sobotę. Pojechaliśmy we czwórkę, podczas zajęć Tomek ogarniał szalejące dzieci i okupował z kawą leżaki. Każdy znalazł dla siebie coś miłego – oprócz części wykładowo-warsztatowej, była możliwość rozmowy z doulą, z doradcą noszenia w chuście, szkolenie z pierwszej pomocy, a także strefy dla wystawców i zabaw dla najmłodszych. Cieszę się, że nie można było płacić kartą, bo chyba tylko to powstrzymało mnie od bankructwa. Jednak cudowne książki, piękne nosidła i chusty, ciekawe gry, a także zdrowe smakołyki, stanowiły pokusę zbyt silną, by jej nie ulec. Z radością opowiem w tym tygodniu, co dobrego oprócz myśli, przywieźliśmy ze sobą z Łodzi.

Przyznam się szczerze, że zakładałam, że wrócę zadowolona (nie wiedziałam tylko, że aż tak!), jednak miałam obawy o pozostałych członków rodziny. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie – każdy z nas spędził dobrze czas. Kiedy zbieraliśmy się do wyjścia Leon był bardzo niepocieszony i próbował nawet wymóc na nas obietnicę powrotu. Byłam twarda i nic nie obiecywałam (bo zakładam, że dane słowo jest święte i bardzo pilnuję, żeby go nie łamać). A nie wiem, jakie plany mają organizatorzy, ale mam nadzieję, że wrócimy… ZA ROK!

Na koniec przepiękny, moim zdaniem, film:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o