Kambodża nas nie zachwyciła. Nie było miłości od pierwszego wejrzenia i motylków w brzuchu. Sympatia dla tego kraju rodziła się na przestrzeni czasu, powoli. Przychodziła wraz z rozmowami z ludźmi, odkrywaniem ich życia i bolesnej przeszłości całego narodu. Na pewno nie jest to „łatwy” turystycznie kraj – zarówno wysokie temperatury, słabe warunki sanitarne, jak i zagrożenie chorobami sprawiają, że Kambodża postrzegana jest jako wyzwanie. Niekoniecznie słusznie.
Zmiany zachodzą tu wręcz z miesiąca na miesiąc, a turystów będzie wciąż przybywać. Infrastruktura jest coraz lepsza, w Phnom Penh, Siem Reap czy na wybrzeżu można znaleźć zarówno świetne hotele, restauracje, jak i ekskluzywne sklepy. Co lepsze – wciąż w umiarkowanych cenach. Nie tylko dlatego warto wybrać się do Siem Reap. Przede wszystkim – doświadczycie tu prawdziwej Azji. Tej, która powoli znika z Tajlandii czy Wietnamu. Jest piękna przyroda i autentyczni ludzie, którzy jeszcze nie do końca wiedzą, jak się „obchodzić” z turystami (ale uczą się i są w tym coraz lepsi).
Spis treści:
- 1 10 rzeczy, które trzeba zobaczyć w Siem Reap:
- 1.1 Angkor – „święte miasto”
- 1.2 Pływające wioski na jeziorze Tonle Sap
- 1.3 Cyrk Phare
- 1.4 Farma jedwabiu
- 1.5 APOPO – centrum dla odwiedzających
- 1.6 Wiejskie życie albo Kambodża od kuchni
- 1.7 Plantacja lotosu
- 1.8 Zwiedzanie warsztatów rzemieślników
- 1.9 Rezerwat przyrody i obserwowanie zwierząt
- 1.10 Old Market, Night Market i Pub Street
10 rzeczy, które trzeba zobaczyć w Siem Reap:
Angkor – „święte miasto”
Wiem, że to nie będzie oryginalne, bo część turystów z całego świata przylatuje do Kambodży wyłącznie dla Angkoru. To z pewnością najbardziej popularne miejsce w kraju i nie wyobrażam sobie, aby być w Siem Reap i nie wybrać się do „świętego miasta”. Nie, nie tylko dlatego, że tak robią wszyscy. To najbardziej poruszające miejsce, jakie widziałam od bardzo dawna. Ma w sobie magię, klimat, który trudno porównać z czymkolwiek innym. To krótka opowieść o tym, do czego zdolny jest człowiek, o potędze natury i mocy czasu.
Angkor to kompleks świątyń, w tej chwili dla zwiedzających udostępnione jest kilkadziesiąt z nich. Otwartym pozostaje pytanie, ile jeszcze skrywa dżungla… To niezwykłe, ale po upadku imperium Khmerów, te przepiękne, niezwykłe budowle pochłonęła dżungla i plantacje ryżu! Na wiele, wiele lat zniknęły z map i umysłów ludzi. Dopiero na początku XX w. przypadkiem zostały odkryte i kawałek po kawałku restaurowane, czyszczone, uzupełniane. Nie mam słów, które mogłyby opowiedzieć o wrażeniu, jakie zrobiły na mnie niektóre świątynie Angkoru. Nawet nie będę próbować. Zamiast tego – pokażę Wam moje cztery ulubione:
Angkor Wat
Bayon
Pre Rup
Ta Prohm
Pływające wioski na jeziorze Tonle Sap
Wizyta w Kompong Phluk to właściwie opowieść o ludziach, którzy tam żyją w rytmie wyznaczanym przez pory roku – deszczową i suchą. Poziom wody podnosi się i opada, poza tym dzieje się bardzo niewiele. Jednak każda z odwiedzonych przez nas pływających wiosek zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. To nie tylko ciekawostka podróżnicza, ale przede wszystkim lekcja pokory i dystansu. Warto ją od życia odebrać, bo daję słowo, że wnioski zostają w głowie na długo. Więcej o ludziach żyjących na jeziorze Tonle Sap przeczytasz TUTAJ.
Cyrk Phare
Wspaniałe przeżycie! Do cyrku Phare trafiliśmy w sumie trochę przypadkiem. Podczas naszego pobytu w Siem Reap Leon obchodził siódme urodziny i bardzo chciałam tego dnia zrobić coś specjalnie dla niego. W lokalnym biurze podróży kobieta zarzekała się, że cyrkowy występ będzie najlepszym wyborem i że występują jedynie ludzie. Kupiłam bilety (o dziwo dosyć drogie) i… nie zawiedliśmy się.
Lekki, zabawny i wciągający pokaz sztuczek akrobatycznych, splecionych wspólną fabułą. Był to świetny przerywnik od zwiedzania świątyń Angkoru i rozmów z Khmerami o ich nieodległej, krwawej i bolesnej historii. Przyjemnie było mi dla odmiany patrzeć na uśmiechniętych mieskańców Kambodży, którzy zwykle są raczej wycofani i poważni. Wybierzcie się i nie będziecie żałować!
Farma jedwabiu
Wspaniała (i bezpłatna!) okazja, aby dowiedzieć się wszystkiego na temat jedwabiu. Na odwiedziny zarezerwujcie sobie min. godzinę. Na farmie obejrzycie, a nawet dotkniecie każdego etapu wytwarzania jedwabnych ubrań. Poznacie jedwabniki i ich cykl życiowy, będziecie mieć okazję zaobserwować osobniki w różnych stadiach rozwoju. A także ich kokony i proces produkcyjny – począwszy od pozyskiwania surowej nici aż do tkania apaszek. Na zakończenie zwiedzania przewidziana jest oczywiście wizyta w lokalnym sklepie. Zwykle unikam tego typu „atrakcji”, jednak tu warto zrobić wyjątek. Wprawdzie nic nie kupiłam, ale podziwianie jedwabnych wyrobów, które powstawały niemalże na moich oczach było fajnym zwieńczeniem wizyty.
Dla mnie był to fascynujący czas, dowiedziałam się wielu nowych rzeczy, a wszystko w przepięknych okolicznościach przyrody, bo farma jedwabiu położona jest pod miastem, w postkolonialnych budynkach w palmowym gaju.











































