28 Mar

Nie kocham moich dzieci tak samo…

Nie kocham moich dzieci tak samo...


Ta obawa spędzała mi sen z powiek od kiedy nieśmiało myśl o drugim dziecku przemknęła gdzieś z tyłu głowy. Czyli od naprawdę bardzo dawna. Wróćmy jednak do początku tej historii:

Leona pokochałam mocno, bezwarunkowo i chyba pierwotnie – nie ma niczego, co mogłoby się równać z tą miłością. Zanim się pojawił, dopuszczałam, że nie będziemy mieli z Tomkiem dzieci, byliśmy szczęśliwi i rodzicielstwo nie jawiło się nam jako jedyna słuszna droga w życiu. Wręcz obawialiśmy się, że pojawienie się w naszym świecie dziecka zburzy wypracowaną harmonię i „fajność” tego związku. Nie wiem czy wygrała jednak biologia i hormony, które się o nas, pewnie głównie o mnie, upomniały, czy wrodzone szaleństwo i chęć odkrywania nowego. Zdecydowaliśmy się mieć poTomka.

Jak pisałam – od pierwszych chwil od testu ciążowego, od drżenia rąk przed każdym USG, od samego początku człowieka, kochaliśmy go jak wariaci. Spotkanie z nim, pierwsze godziny, dni i tygodnie to magia, której mógłby się uczyć Harry Potter. Stało się COŚ i nagle było oczywiste, że jest nas troje. I trudno mi było sobie wyobrazić, że kiedyś istniał w ogóle jakiś świat bez niego… Początkowo jeden mały człowiek był wyzwaniem nie lada i nikt nie myślał, aby powiększać rodzinę. Co więcej – Tomek w ogóle dość długo był za tym, aby nie ryzykować. Twierdził, że nie naprawia się tego, co dobre i że skoro jest nam razem tak fajnie, to może nie powinniśmy kusić losu.

Ze mną było inaczej. Przez pierwsze miesiące po cesarce niespecjalnie chciałam słyszeć o drugim dziecku, jednak czas zaciera wszystko. I po roku, coś koło tego, myśl o drugim chłopcu kiełkowała w mojej głowie wcale nie tak nieśmiało. Jedyne, czego się bałam to tego, że nie będę w stanie pokochać, polubić tego drugiego dziecka tak, jak Leona. Bo przecież jemu oddałam całą swoją miłość serce, uwagę, zachwyt, a nawet wszystkie kadry. Martwiłam się, że nie starczy w sercu miejsca dla kolejnego małego, absorbującego przecież, człowieka. Rodziło to we mnie poczucie winy, takie na wyrost. Po prostu myśl, że nie będę w stanie kochać ich tak samo, była straszna i paraliżująca.

Jednak z biegiem czasu, na skutek opowieści innych matek, lektury mądrych książek, ale też takiej macierzyńskiej wiary w siebie – uwierzyłam, że jednak będzie dobrze. Że miłość się podzieli między dzieci, ile by ich nie było. Uspokoiło mnie to na tyle, że marzenia o nr 2 stały się coraz śmielsze. Gdy zaszłam w ciążę, szalałam z radości… i strachu. Jednak wszystkie obawy wróciły, jak to w ciąży bywa, ze zdwojoną, a raczej zwielokrotnioną siłą. Bardzo bałam się tej nierówności, tego, że nikt na świecie nie może i nie będzie mógł się z Leonem równać. Że nie podołam, bo w sumie serce mam jedno, a na dodatek, jak mówią – nie jest sługą. Obawiałam się, że nie pokocham moich dzieci tak samo.

Obawy nie okazały się bezpodstawne. Dziś, gdy od półtora roku jestem podwójną mamą, mogę wyznać z całą odpowiedzialnością, że NIE KOCHAM MOICH DZIECI TAK SAMO. Byłabym hipokrytką, gdybym napisała inaczej.

Leona kocham miłością totalną. Szaloną i pełną. Uwielbiam w nim wszystko. Jest i będzie moim najcudowniejszym Pierwszym Synem. Moją Starą Duszą. Jestem tym chłopczykiem absolutnie zafascynowana, a te ciepłe uczucia do niego rosną i rosną i rosną…

Milę kocham szaleńczo. Uwielbiam! Tulę ją sto razy dziennie, dwieście. Całuję, wącham i tak się cieszę, że dalej karmię ją piersią. Ta nasza bliskość, jej spojrzenia i przytulasy są na wagę złota. Nie ma od tego niczego ważniejszego. Ona jest moją Pierwszą Córką.

Każde z moich dzieci kocham inaczej. Czy te miłości są do siebie podobne? Nie wiem, nie mam pojęcia, bo nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Oboje kocham najbardziej na świecie. Dziś wiem, że Leon nie stracił niczego na pojawieniu się Mili. Ani Mila nie jest stratna dlatego, że pojawiła się na tym najpiękniejszym ze światów jako druga. Po prostu – to są dwie oddzielne historie. Co te miłości mają ze sobą wspólnego? Blond loki, niebieskie koszulki i zachwyt rodziców.

Mówią, że miłość, to jedyna rzecz na świecie, która się mnoży, gdy się ją dzieli. Ja powiedziałabym, że przy kolejnych dzieciach, miłość się wcale nie dzieli.

Po prostu serce rośnie.

12
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
KamilaKarolinaKaja WolnickaMoniaDoris Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Natalia
Gość
Natalia

Pięknie napisałaś, przeczytałam z przyjemnością i aż się uśmiechnęłam na koniec! <3

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Cudny tekst. Jakbym czytała o sobie, o swoich lękach! Właściwe to jest moja historia – harmonijny związek, potem synek, cc, miłość totalna i teraz nieśmiała myśl o drugim synku… Mam nadzieję, że i u mnie wszystko skończy się happy endem 😉

Natalka
Gość
Natalka

Pieknie napisane, lza w oku sie zakrecila ? ostatnio o tym samym myslalam, czy warto myslec o drugim dziecku, bo to pierwsze to moj maly cuud i czy drugie tak samo mocno pokocham.. dobrze poczytać madrego ??

Calian
Gość
Calian

Też miałam takie obawy, bo jak można kochać drugie dziecko, skoro pierwszemu oddało się wszystko. Od prawie dwóch lat mam drugie dziecko i wiem, że oboje kocham tak samo mocno ale nie w ten sam sposób. Są kompletnie różni, dwa światy, mimo że stworzeni przez dwoje tych samych ludzi. Każda miłość jest inna, bo i ludzie nie są tacy sami.

Magdalena/AsertywnaMama.pl
Gość
Magdalena/AsertywnaMama.pl

Piękny tekst. U nas Młody na 99% będzie jedynakiem, więc nie dane mi będzie zweryfikować jak u mnie serce rośnie. Ale tekst mnie ujął! Ja słyszałam natomiast, że przy dzieciach miłość się nie dzieli tylko mnoży 😀

Ania
Gość
Ania

Ostatnie zdanie robi tekst. Bardzo mi się spodobało.

Doris
Gość
Doris

hej, przeczytałam Twój wpis i dało mi to dużo do myślenia… Mam synka jedynaka już 9 i zastanawialiśmy się nad adopcją… Tylko, że ja mam inny dylemat: mój syn ma całościowe zaburzenia rozwoju z Adhd i obawiam się i nie mogę sobie odpowiedzieć na pytanie : czy chcę adoptować dziecko z potrzeby serca i uczuć macierzyńskich czy też z powodów czysto egoistycznych jako ” towarzystwo ” dla mojego syna… forma terapii….

Monia
Gość
Monia

jak dobrze ze inne mamy tez maja takie uczucia. juz mi lepiej bo czulam sie egoistycznie. Po dlugim oczekiwaniu pojawil sie na swiecie przez cc moj ukochany synek. pokochalam go odrazu bezgranicznie. To moj najcudowniejszy skarb. wynoszony, wypieszczony, jedyny. po 2.5 roku zaswitalo nam w glowie bysmy powiekszyli swoja rodzine. bardzo szybko zaszlam w ciaze. bardzo cieszylismy sie z mezem i czekalismy na drugiego syna. Jednak gdy go urodzilam przez cc doszla do mnie okropna mysl. CO JA ZROBILAM! ze nie bede mogla teraz go pokochac tak mocno jak pierwszego syna, przez co jestem okropna matka. moje mysli zawsze krazyly… Czytaj więcej »

Karolina
Gość
Karolina

Świetny tekst! Zgadzam się w 100%! 🙂 Moja miłość do Mani jest zupełnie inna, niż do młodszego od niej o 2 lata Jaśka. Tak samo mocna, trwała i totalna, ale zupełnie inna. Nie da się tego porównać. Ja gdzieś przeczytałam bardzo fajne zdanie o tym dzieleniu/mnożeniu miłości. Jak rodzi się dziecko, mamie rośnie drugie serce. Każde kolejne dziecko ma u mamy swoje własne serduszko, które go kocha. Im więcej dzieci, tym więcej mamowych serc <3.

Kamila
Gość
Kamila

Brakowało mi takiego tematu. Sama jestem ciąży. Drugiej ciąży i właśnie mam takie zakłopotanie. Ale ten tekst dużo pomógł. Dziękuję B-)