13 Lut

Moje ukochane książki… moich dzieci vol. 1

książki dla dzieci

Zwykle w postach książkowych polecam Wam pozycje, które skradły serca dzieciaków. Te, które ich bawią, wzruszają i do których chcą wracać nieskończoną ilość razy. Czasem podzielam ich entuzjazm, inny razem… ekhem… umiarkowanie. Jednak czytam, pozwalam im na własne wybory, wychodząc z założenia, że ten wspólny czas, kiedy oddajemy się lekturze powinien być jak najbardziej ICH. Oczywiście proponuję i podrzucam swoje wybory, jednak szczególnie Leon ma sporo do powiedzenia w kwestii naszych domowych lektur.

Dziś chciałam zrobić zestawienie zupełnie inne. Takie bardzo moje. Najmojsze książki dla dzieci. Pewnie ciut sentymentalne… Bardzo długo kompletowałam listę – coś dołożyłam, coś odjęłam. Część pozycji była dla mnie oczywista, wystarczył krótki spacer między domowymi półkami i zbierałam książki do koszyczka niczym dojrzałe truskawki z krzaczka. Co do innych miałam wątpliwości. Chciałam stworzyć listę, do której sama z przyjemnością wrócę za kilka lat i która przypomni mi największe wzruszenia i uśmiechy z dzieciństwa Leona i Mili. Koniec końców wybrałam 10 książek, a żeby nie przeładować jednego posta, podzieliłam listę na dwie części. Dodam, że zupełnie przypadkowe – dzisiejsze pozycje nie są w niczym lepsze lub gorsze od tych, które pojawią się niedługo.

 

„Moja młodsza siostra” A. Desbordes, Pauline Martin, Wydawnictwo Entliczek

Pamiętacie „Miłość” – przepiękną historię o uczuciu, która podbiła serca tysięcy rodzin? Autorki opowiedziały kolejną część historii – tę o zupełnie nowej, rodzącej się miłości. Pewnego dnia mały chłopiec dowiaduje się, że będzie miał siostrzyczkę. Książeczka w prosty i naturalnym sposób rozprawia się z wątpliwościami, lękami, niepewnością czy zazdrością, którym będzie musiał stawić czoła.

Moim zdaniem, pozycja obowiązkowa dla wszystkich, których rodzina się powiększa. Wspaniały punkt wyjścia do rozmów ze starszakiem, do oswajania sytuacji, rozmowy o blaskach i cieniach pojawienia się rodzeństwa. Opowieść nie jest lukrowana, a jednak słodka na tyle, że czyta ją się (i ogląda, bo ilustracje są w niej równie ważne jak treść) z ogromną przyjemnością. Można czytać już w ciąży, po pojawieniu się młodszego rodzeństwa, ale sprawdzi się świetnie także w późniejszym okresie. Bo mimo że posiadanie rodzeństwa ma czasem swoje cienie, może też się stać piękną, wspólną przygodą.

.

„Dwoje ludzi” I. Chmielewska, Media Rodzina

„Gdy dwoje ludzi żyje razem,
to jest im łatwiej, bo są razem,
i jest im trudniej, bo są razem”

Tę książkę kocham. Po prostu. Chociaż szanuję to słowo i niezwykle rzadko używam w stosunku do przedmiotów. Jednak „Dwoje ludzi” to szczególna pozycja, zawsze wywołująca wzruszenia. Pięknie i prosto napisana historia, która mówi o uczuciu między ludźmi. Wiecie, o prawdziwym uczuciu, takim, które z jednej strony przepełnia serce radością, ale z drugiej… nie jest ani trochę łatwe. Budowanie relacji bywa trudne, męczące, stawia przed nami wyzwania. Jednak warto, po tysiąckroć warto już od małego uczyć dzieci, że oprócz miłości, do zbudowania relacji, niezbędna jest praca i cierpliwość obojga partnerów. To książka, w której niezwykle ważne są ilustracje. Odpowiednia dla dzieci i dorosłych w każdym wieku.

.

„Lew i ptak”, M. Dubuc, Wydawnictwo Łajka

„Pewnego jesiennego dnia niedaleko swojego ogródka lew znajduje zranionego ptaka. Tak zaczyna się ich przyjaźń”.

Piękna, cudownie ilustrowana książka kanadyjskiej autorki, które prowadzą nas przez opowieść. Słów jest niewiele, bo przecież one czasem są zbędne. A bez nich czasem mamy możliwość powiedzieć najwięcej. Rysunki są nostalgiczne, pełne przedziwnego spokoju i wyciszające. Dla mnie „Lew i ptak” kojarzą się z czułymi wieczorami pod wspólnym kocem. Bo przestrzeń, jaką tworzy ta opowieść, staje się naturalnym punktem wyjścia do rozmów nieskończonych i ważnych. To też książka, która ma szansę zostać z Wami na lata, inaczej odniesie się do niej dwulatek, inaczej siedmiolatek. A i dorosły odnajdzie w niej swoje sensy i będzie oglądał (i trochę czytał) z przyjemnością.

Ps. Więcej Łajkowych perek znajdziecie TUTAJ.

.

„W moim sercu. Księga uczuć” J. Witek, Ch. Roussey, Wydawnictwo Mamania

Piękna, pierwsza książka o uczuciach – nigdy nie jest za wcześnie, aby rozmawiać o nich z dziećmi. Radość, smutek, wściekłość, gniew, zazdrość – one obecne są w naszym życiu na każdym kroku. Warto wspierać dzieci w radzeniu sobie z emocjami, a świetnym początkiem może być nazywanie konkretnych uczuć, odróżnianie ich od siebie.

„Moje serce to skrzynia pełna skarbów” – tak rozpoczyna się ta książeczka. Na kolejnych kartach poznajemy przeróżne uczucia. Każde z nich jest tak samo ważne i potrzebne, na każde jest w życiu miejsce. Dowiadujemy się, w jakiej sytuacji określone uczucie się pojawiło oraz jak przykładowo można z nim sobie poradzić. Ciekawy pomysł graficzny – wycięte serce przyciąga dzieciaki niczym magnes. Wszystko to sprawia, że naprawdę warto sięgnąć po „Księgę uczuć”, nigdy nie jest na nią za wcześnie (ani… za późno!).

.

„Oskar i Pani Róża”, E.E. Schmitt, Znak

To książka, którą czasem biorę do ręki… Po prostu, aby ją potrzymać. I choć niezmiennie dochodzę do wniosku, że jeszcze za wcześnie, by ją czytać z Leonem, ciągle tak samo nie mogę doczekać się, kiedy nadejdzie odpowiedni czas. To książka, którą polecam wszystkim dorosłym, niezależnie od wszystkiego. Jest króciutka, napisana prostym językiem, jednak traktuje o sprawach najważniejszych. Nie zdradzę Wam więcej, tylko kilka ukochanych cytatów. Jeśli macie we krwi trochę poezji, będzie się Wam podobała. Mimo że… raczej nie przeczytacie jej bez chusteczki. Lub nawet paczki chusteczek.

Jeśli lubisz „Małego księcia”, pokochasz Oskara…

„Zapominamy, że życie jest kruche, delikatne, że nie trwa wiecznie. Zachowujemy się wszyscy, jak byśmy byli nieśmiertelni.
Codziennie patrz na świat, jakbyś oglądał go po raz pierwszy.” 

„Kto powiedział, ze noc jest od spania? Nie, nie, proszę państwa, noc jest właśnie od niszczenia sobie życia. Od analiz tego, co było już i tak zanalizowane milion razy. Od wymyślania dialogów, na które i tak nigdy się nie odważymy. Noc jest od tworzenia wielkich planów, których i tak nie będziemy pamiętać rano. Noc jest od bólu głowy do mdłości, od wyśnionych miłości.” 

.

– mama Leona i Mili, psycholożka, fotografka, instruktorka nurkowania. Zakochana w życiu i ludziach.

Bardzo miło mi Cię tutaj widzieć. Jeśli spodobało Ci się to, co tu znalazłaś, zostańmy w kontakcie:

– udostępnij ten wpis

– polub Moi Mili FB

– obserwuj Moi Mili Instagram

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o