Wydawało mi się, że temat był już przemaglowany na wszystkie strony i dawno temu został wyczerpany. Jednak wciąż wraca w mediach, tych tradycyjnych i tych internetowych. Jak bumerang, a może raczej niczym uporczywy ból zęba (lub czego innego…). I ja na to jego powracanie chętnie bym machnęła ręką, ale jak zwykle zadecydował przypadek. A właściwie dwa.
Króciutko, gwoli wyjaśnienia: kobiety atakują się wzajemnie, próbując dowieść, który rodzaj porodu jest “lepszy” i “bardziej prawdziwy”. Niektóre posuwają się nawet do obrażania kobiet, które urodziły przez cesarskie cięcie, zakazując im nazywania się matkami, bo “nie wiedzą co to ból, skurcze i parcie”. Generalnie mam to… no, tam właśnie, gdzie się domyślasz. Natomiast ostatnio po raz kolejny natknęłam się na te rewelacje gdzieś w sieci. I trochę mnie ruszyło. Bo tak:
Po pierwsze – za kilka dni Leon skończy 6 lat. Wzruszenie miesza się z nostalgią, podziw i duma poprzetykane są tęsknotą za moim słodkim blond bobaskiem. Jestem pewna, że to znasz, wszystkie to znamy – zakochane Mamy, które widzą upływ czasu. Wracam myślami do naszych pierwszych wspólnych godzin i dni. Co roku, na początku lutego moje uszy są bardziej wrażliwe na wszystko, co okołoporodowe. Bo był kiedyś taki luty w moim życiu, kiedy żyłam tylko tym…
Drugim powodem są wiadomości, które czasem od Was dostaję. Pisane przez smutne kobiety, dziewczyny pełne żalu, wyrzutów sumienia i niepewne tego, czy mogą nazwać się matką, bo urodziły przez cesarskie cięcie. Zdarza się, że czytam je z oczami pełnymi łez, bo najbardziej na świecie chciałabym po prostu przytulić autorkę.
Miałam dużo szczęścia – mogłam liczyć na dobry poród, czułą opiekę męża i najbliższych. Na pełne ich wsparcie i zrozumienie w kluczowych dla mojego kiełkującego macierzyństwa chwilach. Jednak te pierwsze momenty pełne są niewiary w siebie, napędzanej dodatkowo szalejącymi hormonami. Jesteśmy wtedy bardziej niż zwykle wrażliwe, podatne na zranienie. Przerażające jest to, z jaką lekkością kobiety dowodzą “w internetach” swojej wyższości nad innymi, choćby powód był tak urojony jak rodzaj porodu.
Dlatego – to moja sprawa. Moje dziecko, mój brzuch, moje krocze. Nie mam zamiaru nikomu się tłumaczyć. Obelgi pod adresem kobiet rodzących przez cesarskie cięcie uważam za tak głupie, że aż absurdalne. Jednak mam świadomość, że nie po wszystkich one spływają. Że są kobiety, mamy, którym takie słowa zatruwają myśli i życie.
Dbajmy o siebie. O siebie nawzajem też. Bądźmy dla siebie wsparciem. Jedyny sposób, aby zmienić świat, to dorzucić do niego swoje dobre trzy grosze. Pomyślałam, że urodziny mojego wydobytego syna to świetna okazja, aby wykrzyczeć światu, że nie czuję się gorsza. Jestem dumną, że zostałam MAMĄ. I tylko to się liczy.

Mam dwie przegenialne córki, lat 14 i 7, obie z cesarskiego cięcia. Pierwsze wymuszone przez brak akcji porodowej przez naście godzin po odejściu wód, mimo trzech grubych kroplówek z oksytocyną – okazało się, że pępowina była owinięta (na szczęście nie zacisnięta) wokół szyi, więc mądre bobo nie schodziło niżej. Druga “planowa” ze względów zdrowotnych. Z efektów obu jesteśmy zachwyceni, bo dały nam zdrowe dziewczyny. Jako ojciec i mąż z całą stanowczością stwierdzam, że resztę chorych ideologii mamy bardzo głęboko w poważaniu, czego i Twoim czytelniczkom życzę. Liczy się jedynie dobro mamy i dziecka. Jak mawia klasyk: “… and nothing else… Dowiedz się więcej »
Takich głosów trzeba nam jak najwięcej! Cieszę się, że napisałeś – jako mężczyzna jesteś tu trochę rodzynkiem :) Najważniejsze jest zdrowie matki i dziecka, nic więcej nie powinno mieć znaczenia. A już z pewnością nie dla postronnych obserwatorów!
Ps.Metallica to jednak dobrze prawiła ;)
Fakt, trochę się czuję rodzynkowo, bo czy tu czy na FB widzę same damskie imiona :) nie wiem czy mogę pozwolić sobie na wyznanie, ale trafiłem tu po tym jak fejsbuk podrzucił mi na tablicę info o Twoim “live” i zobaczyłem Te Oczy :)) pozostanie w sferze tajemnic jakim algorytmem się kierował, ale czyta się Ciebie bardzo przyjemnie, tak trzymaj!
Dobrze, że jesteś.
Nigdy nie miało znaczenia dla mnie w historiach o porodach, które słyszałam jak dziecko przyszło na świat. Liczył się tylko stan maleństwa…Dlatego moja głowa nie pojmuję w czym problem?? Każdy poród jest piękny!!! Każdy!
Bo to nie powinno mieć znaczenia! Ani dla rodzącej, ani TYM BARDZIEJ dla otoczenia. A już na pewno nie dla “życzliwych” komentujących z Internetu…
A mi po prostu żal zakompleksionych kobiet, które rodzac siłami natury myślą, że już są wspaniałymi matkami. A to dopiero początek macierzyństwa…
Dokładnie tak!
Pięknego dnia Ci życzę :)