21 Sty

Tajlandia: wyspa Phi Phi – jak się na nią dostać, gdzie mieszkać i… czy warto?!

 

Tajska wyspa Phi Phi jest jedną z najbardziej znanych w tym rejonie. Jej imprezowa sława zatacza szerokie kręgi, choć jak się przekonaliśmy – nie do końca zasłużenie. Albo inaczej – potwierdziło się, że znacznie ważniejsze od wyboru konkretnej, tajskiej wyspy jest zdecydowanie się na jej część zgodną z oczekiwaniami. My chcieliśmy ciszy, spokoju i pięknej plaży. Dostaliśmy to wszystko i wiele więcej, więc z wielką przyjemnością zabieram Was na rajską Phi Phi!

Jak się dostać na wyspę?

Z Bangkoku, w którym najczęściej rozpoczyna się tajska przygoda, na Phuket najszybciej i najwygodniej dostaniecie się samolotem. Połączenia obsługuje wiele linii lotniczych, odloty są praktycznie… co godzinę. Bilety można kupić już od 50$, często nawet w ostatniej chwili. Z lotniska na wyspie Phuket wzięliśmy taksówkę do portu (ok. godzina drogi). Na Phi Phi płynęliśmy promem, co zajęło mniej więcej dwie godziny. Niektóre hotele oferują transport dla gości prywatną łodzią, jednak ceny najczęściej nie są zachęcające. W naszym przypadku transport promowy okazał się ponad trzykrotnie tańszy, więc nie zastanawialiśmy się zbyt długo. Zresztą sama podróż promem jest przyjemna i piękna – wokół rozciągają się takie widoki, że nie mogłam się napatrzeć. Do tego chłodna woda albo piwko kupione w promowej kantynie i jazda! Mogę pływać tak pół dnia!

Prom dociera do wioski Tonsai, głównego ośrodka turystycznego na wyspie. Stamtąd najprawdopodobniej będziecie musieli przesiąść się do longboata – o ile nie zarezerwowaliście noclegu w bezpośredniej okolicy portu. Na Phi Phi nie ma dróg ani samochodów, a dostęp do wszystkich hoteli jest możliwy jedynie od strony morza. Od razu skojarzyło mi się to z Malediwami, bo jednak w takim hotelu można poczuć się odciętym od świata. W naszym przypadku, kiedy okazało się, że potrzebna jest pilna interwencja medyczna, było to dodatkowym kłopotem. Decydując się na pobyt – zarówno na Phi Phi, jak i na wielu innych wysepkach o podobnym charakterze, trzeba pamiętać, że poniekąd jesteśmy odcięci od świata. W dobie mediów cyfrowych i nadmiaru informacji, które bombardują nas każdego dnia, to brzmi jak cud. I faktycznie – okoliczności do odpoczywania są wspaniałe. Jednak nie ma opcji, aby wyskoczyć po pieluchy albo znaczki pocztowe.

Trochę w złotej klatce…

Każdorazowa wycieczka łódką w naszym przypadku trwała ok. pół godziny i kosztowała 1000 batów, czyli trochę ponad 120 zł. W hotelach zwykle są niewielkie sklepiki z podstawowymi rzeczami, których potrzebować może turysta. Ale na aptekę na przykład już nie ma szans.

O samej wyspie niewiele mogę powiedzieć. Spacerowaliśmy trochę, jednak do wędrówek zniechęcają skutecznie piętrzące się śmieci i ogólny nieład. To kontrasty, które zna chyba każdy – z jednej strony piękne hotele jak z pocztówek i katalogów biur podróży, z drugiej zaś sterty plastikowych butelek, puszek i siatek. Tak naprawdę więc mogę pisać o naszym hotelu (i jego bliskim otoczeniu, które pozytywnie nas zaskoczyło) oraz o miejscach, które warto na wyspie odwiedzić. Ale po kolei – najpierw napiszę, gdzie można mieszkać, później – co warto zobaczyć.

Phi Phi Island Village – nasz hotel na wyspie

Ten piękny resort, o którym pierwszy raz przeczytałam u Tasteaway, zauroczył nas od pierwszej chwili. Spędziliśmy w nim kilka wspaniałych dni i właściwie mogę o nim pisać tylko zachwycając się. Położony jest w spokojnej, kameralnej części wyspy, z dala od cumujących promów i techno imprez (tak, można ich znaleźć na Phi Phi całkiem sporo). Pierwszym, co ukazuje się hotelowym gościom jest rozległa, bieluteńka plaża. Gdy nasz longboat do niej podpływał po długiej i dość jednak męczącej podróży, miałam wrażenie, że oto dotarliśmy do bram raju. Z uwagi na charakter wyspy do hotelu można dotrzeć tylko od strony wody – pisałam o tym wyżej, dla mnie to równocześnie zaleta, jak i wada. Tym z Was, którzy wybierają się z małym dzieckiem w pierwszą egzotyczną podróż, pewnie poleciłabym inną wyspę. Ale o tym… w kolejnym odcinku ;).

Sam hotel jest pięknie położony – w dużym, wypielęgnowanym ogrodzie rozrzucone są komfortowe, bambusowe domki. Każdy znajdzie coś dla siebie – są wille położone na plaży, wille rodzinne, a nawet takie w prywatnym basenem. My mieszkaliśmy w ogrodowej części i jedyne na co mogę narzekać to oznaczenie – długo gubiliśmy się w plątaninie zielonych alejek (z których wszystkie wyglądają podobnie J). Na pewno dużą zaletą Phi Phi Island Village jest przepiękna plaża. Piaszczysta, bielusieńka, z łagodnym zejściem, idealnym dla dzieci. Co ciekawe, w tych okolicach przypływy i odpływy występują dwa razy na dobę. Podczas odpływu morze znacząco ucieka – można spacerować aż po horyzont, a wody nie będzie więcej niż do kolan.

Z plaży na basen, z basenu… na plażę 🙂

Po bądź co bądź – męczącym Bangkoku i długiej podróży Leon i Mila okupowali basen. Dosłownie nie można ich było z niego wyciągnąć (nie, żebyśmy jakoś wytrwale próbowali, o nie :P). Baseny są dwa – jeden nazywany „leniwym”, w którym leżaki stoją odrobinę w nim zanurzone… Ahh, jakie to musi być rozkoszne, opalać się i machać w wodzie nóżką. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo oczywiście sprawdzić nie mogłam – w końcu na wakacjach mam też dzieci, a one nie gustują w takich rozrywkach jak leżenie – wiadomo.
Drugi basen jest duży, z przepięknym widokiem na morze. Jest mała zjeżdżalnia i wydzielona część z odpowiednią głębokością dla młodych pływaków. I jest jacuzzi z widokiem, który syci wszystkie zmysły. Jak zamykam oczy, przypomina mi się tamten widok. No, pięknie, nie mam innych słów! Jeśli chodzi o inne udogodnienia dla dzieci – jest fajny plac zabaw i… plaża, nazywana największą piaskownicą świata.

Hotelowe śniadania są naprawdę pyszne, ogromny wybór wszystkiego. Coś dla siebie znajdzie i miłośnik owsianek, azjatyckich specjałów, jak i serów czy wędlin (nie odważyłam się spróbować, ale wyglądały ok.). Duży wybór soków, brakowało mi tych świeżo wyciskanych, które w Tajlandii dostępne są nawet w średniej klasy barach. W hotelu funkcjonują dwie restauracje, jednak zbyt wiele o nich nie napiszę (pad thai był poprawny – bez szału, ale też nie niczego nie można mu zarzucić), bo na kolacje chodziliśmy do wioski położonej na tyłach hotelu. Koniecznie się tam wybierzcie – jeśli nie na drobne zakupy, to na jedzenie – jest pysznie, prawdziwie tajsko i tanio. No, relatywnie tanio.

Co warto zobaczyć na Phi Phi?

miasteczko Tonsai

Małe, ale ciasno upakowane dosłownie wszystkim, serce wyspy. W kilku ciasnych uliczkach można znaleźć zarówno restauracje, lokalne biura turystyczne, stragany z większą i mniejszą tandetą, imprezy techno, jak i studia tatuażu, masażu i…

 

Lana Bay

Plaża sprawia lepsze wrażenie z odległości – z perspektywy łodzi wygląda wręcz bajecznie. Niestety z bliska nie jest aż tak kolorowo – mówiąc szczerze – jest po prostu zaśmiecona. Tu i ówdzie porozrzucane są butelki, torebki i inne. Na Phi Phi, jak w wielu miejscach Tajlandii, brakuje śmietników.

plaża małp – Monkey Beach

Piękna plaża, jeden z głównych celów wycieczek na Phi Phi – biały jak mąka piasek obmywany lazurowym morzem. Jednak to nie o plażowanie tu chodzi, ale o wolno żyjące stada małp. To wyjątkowa okazja na kontakt z nimi, koniecznie pamiętajcie jednak, aby zachować ostrożność.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o