Czego szukasz?

7 rzeczy, które przy trzecim dziecku zrobię tak samo

krew pępowinowa - bezcenny dar

Pamiętam chaos informacji i rad, które towarzyszyły mi w ciąży. Szczególnie pierwszej, kiedy jako młoda dziewczyna wkraczałam w świat macierzyństwa. Szczęście mieszało się wówczas z niepewnością – jakbym odkrywała nieznany ląd. Nie będę oryginalna – chciałam, aby było najlepiej i najbezpieczniej dla dziecka. I czułam na sobie ciężar odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Jak wybrać położną, gdzie rodzić, karmić piersią czy butelką, szczepić czy może nie?

Mówią, że kolejne macierzyństwo jest łatwiejsze. Zgadzam się z tym cała sobą. Zarówno druga ciąża, jak i opieka nad moją cudną noworodką, Milutą, były spokojniejsze. Oczywiście w głowie pojawiały się nowe pytania, miałam jednak już część odpowiedzi. Wiedziałam, co sprawdziło się pierwszym razem i nie musiałam wyważać otwartych drzwi. Jeśli czytasz mojego bloga od jakiegoś czasu, wiesz zapewne, że moim wielkim marzeniem jest Trzecie dziecko. Nie wiem czy uda się je kiedykolwiek spełnić, jednak pieczołowicie pakuję w pudła i przechowuję na strychu ulubione maleńkie ubrania. I snuję plany, zastanawiając się jak by to było. Jedno wiem na pewno – jest kilka rzeczy, które przy Trzecim dziecku zrobię dokładnie tak, jak przy Leonie i Mili.

poród w prywatnym szpitalu

Wybór miejsca, gdzie przywitamy Leo na świecie był jedną z pierwszych decyzji, które musieliśmy podjąć, jeszcze zanim zostaliśmy rodzicami. Pamiętam wątpliwości, podsycane przez “życzliwych” – że z prywatnej placówki odsyłają w razie komplikacji, że nie pracują tam specjaliści i tym podobne, dosłownie wyssane z palca bzdury. Zdecydowałam się na miejsce, które od lat polecam wszystkim. Kilka lat temu napisałam o tym wyborze wpis – Urodziłam dziecko w prywatnym szpitalu – i tam wyraziłam swoją wdzięczność za autentyczny cud narodzin, jaki był naszym udziałem.

Prowadzę jednego z najpopularniejszych w Polsce blogów parentingowych, dostaję od Was mnóstwo wiadomości. Część z nich dotyczy porodu i sytuacji okołoporodowych. Nie będę się rozpisywać, ani demonizować, jednak uważam, że w państwowej służbie zdrowia jest jeszcze wiele do zrobienia. Przy drugim porodzie, nawet nie rozważałam innej opcji. Wiedziałam, że mogę zrezygnować z wielu rzeczy i wygód, ale dobry poród w przyjaznym miejscu to dla mnie podstawa. Jeśli będę jeszcze kiedyś rodzić – nie wyobrażam sobie gdziekolwiek indziej.

bankowanie krwi pępowinowej

To druga kwestia, nad którą zastanawialiśmy się z Tomkiem przed pierwszym porodem. Przy drugim – wiedzieliśmy już, że chcemy bankować krew pępowinową. Tutaj w grę wchodzą nie tylko dobre doświadczenia z Polskim Bankiem Komórek Macierzystych. Przede wszystkim gigantyczny postęp medycyny, który dokonuje się każdego roku.

Kiedy od swojej ginekolog dowiedziałam się, że jest możliwość bankowania krwi pępowinowej – chciałam dowiedzieć się o na ten temat jak najwięcej. Tym, co wydało mi się najważniejsze, to fakt, że zabezpieczenie krwi pępowinowej i sznura pępowinowego dają możliwość leczenie chorób, które mogą wystąpić u dziecka lub u jego rodzeństwa , a także najbliższej rodziny (ich lista obecnie obejmuje ponad 80 chorób i stale rośnie). W przebiegu niektórych chorób (np. przy białaczkach) posiadanie zabezpieczonej krwi pępowinowej może znacznie przyspieszyć leczenie, a w innych chorobach może być jedyną szansą na poprawę zdrowia. Wszystko dzięki temu, że krew pępowinowa i sznur pępowinowy są bogate w komórki macierzyste, które budują organizm oraz naprawiają uszkodzone komórki i tkanki.

Pobranie – zarówno komórek macierzystych, jak i sznura pępowinowego, jest bezbolesne i nieinwazyjne. Przechowywanie krwi jest płatne, jednak do wydatków zawsze staram się podchodzić racjonalnie. Wolę kupić tańszy wózek lub zrezygnować z mniej potrzebnych rzeczy, a opłatę za bankowanie krwi, zarówno Leona, jak i Mili, traktuję priorytetowo. Płatność nie jest tak wysoka, jak mogłoby się wydawać – obecnie wynosi ok. 50 zł miesięcznie. Uważam, że mamy szczęście żyć w czasach, kiedy medycyna ma tyle do zaoferowania, a możliwości stale rosną.

Więcej o komórkach macierzystych i krwi pępowinowej przeczytasz u źródła, czyli na stronie www PBKM.

Możesz tez zobaczyć w jakich warunkach preparowana i bankowana jest krew pępowinowa:

Wirtualny spacer – Laboratorium

szczepienie dziecka

Myślę, że ostatnie miesiące dosadnie pokazały nam, jaką ogromną wartość niosą dla ludzkości szczepienia. Nie skorzystanie z przywileju, jakim jest zaszczepienie dziecka (w momencie, gdy nie ma do tego przeciwskazań!) uważam za głupotę. I już.

spanie z dzieckiem

Przez pierwsze tygodnie i miesiące po urodzeniu Leo, targały mną sprzeczności. Czułam, że jego miejsce jest blisko mnie – jego zapach i dotyk uspokajał mnie i dawał spokojniejszy sen. Co ważniejsze – działało to również w drugą stronę… Tym, co burzyło moją radość z współspania były przestrogi i komentarze osób… które w ogóle nie powinny w tej kwestii zabierać głosu. “Przyzwyczaisz”, “Będzie na tobie wymuszał” – najlepiej, żeby noworodek spał w osobnym pokoju, w drugim końcu domu, za zamkniętymi drzwiami. Słuchałam intuicji i jest to jedna z rzeczy, z których jestem naprawdę dumna. Po latach, kiedy patrzę jak Leo i Mila z każdym dniem stają się bardziej samodzielni i otwarci – wiem, że DLA NAS to była właściwa droga.

noszenie

Tu mogłabym napisać to, co w punkcie o spaniu z dzieckiem. Ileż to życzliwych rad musiałam wysłuchać. Przy pierwszym dziecku – nie powiem – ruszały mnie. Chciałam przecież wychowywać szczęśliwego i samodzielnego człowieka, a nie przyklejoną do mnie aż do pełnoletności (i pewnie jeszcze później!) bułę. Leo na wózki reagował różnie, często histerycznie. Szukał bliskości, ja też jej potrzebowałam. Kiedy wspominam te pierwsze tygodnie, kiedy czułam się rozdarta i miałam wyrzuty sumienia za każdym razem, gdy go nosiłam… to jest mi siebie zwyczajnie żal. Przy Mili dobre rady spływały po mnie jak po kaczce. Wiem, że przy trzecim dziecku nawet nie będę ich słuchać – szkoda czasu!

Przestań ją ciągle nosić! – to wpis sprzed lat, w którym wypisałam wszystkie argumenty, dlaczego noszę i będę nosić dzieci.

wolność w wyborze karmienia

To temat, w którym matki i nie-matki toczą zażarte bitwy. Przepychają się argumentami o zaletach, wadach, niechęciach i obawach. Każde z dzieci karmiłam inaczej – Leona w zasadzie od początku mlekiem modyfikowanym, Milę piersią przez 3 lata. Jakie są moje wnioski? Ano takie, że każdy sposób karmienia jest dobry, o ile dziecko dostaje pokarm, a mama jest przy tym szczęśliwa. Tego będę się trzymać i na pewno pozwolę sobie (i naturze) wybrać. Bez wyrzutów sumienia, bez tłumaczenia się i bez oglądania na zdanie innych.

chodzenie na skróty i korzystanie z pomocy

Szybko dotarło do mnie, że jeśli wszystko będę robić samodzielnie, z moją tendencją do perfekcji, to może i będzie “idealnie”, ale ja zamienię się w sfrustrowaną, wiecznie zmęczoną i nieszczęśliwą kobietę. Proszenie i przyjmowanie pomocy to sztuka, której wciąż się uczę. Wiem jednak, że angażowanie bliskich w opiekę nad nowych członkiem rodziny jest ważne. Zarówno dla budowania między nimi więzi, jak i po prostu dla oddechu matki. Kocham dzieci miłością nie z tej ziemi i byłabym w stanie zrobić dla nich absolutnie wszystko. Od czasu do czasu, muszę jednak odpocząć i naładować baterie. Nie jest to może specjalnie odkrywcze stwierdzenie, ale potrzebowałam kilku lat opieki nad dziećmi, ale przyznać sobie do tego prawo.

Wpis powstał na zaproszenie Polskiego Banku Komórek Macierzystych.

Polecane posty

Najlepsze seriale Netflix

Jak rozpoznać zaburzenia integracji sensorycznej?

Ojciec moich dzieci nie pomaga mi w domu!

Najciekawsze gry dla 2 latków – TOP 10

Park rozrywki Playmobil – Dziecięca Mapa Świata

Mogą Cię zainteresować

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Anna
Anna
25 dni temu

Witam, jestem mamą trójki dzieci. Najmłodsze ma 3 miesiące. Szczerze życzę i polecam. Rodzeństwo zakochane pozdrawiam

Monika
Monika
4 dni temu

Mam obiekcje co do bankowania, jeśli oddajemy krew pępowinowa do ogólnodostępnego BKP to jasne, ale póki co, u nas takiego nie ma. Wtedy leczenie byłoby realne. A tak, katalog chorób jest wąski jeśli chodzi o wykorzystanie krwi pępowinowej w późniejszym czasie dla jej właściciela. Co innego przy dwójce dzieci, tu ilość przypadków do możliwego leczenia krwią się poszerza. No i trzecia kwestia, to to, że tak naprawdę z leczenia krwią może skorzystać właściwie dziecko. Nastolatek czy dorósł już nie, krwi pępowinowej jest po prostu zbyt mało. Wiem, że ulubionym argumentem przedstawicieli banków krwi pępowinowej jest to, że medycyna szybko się… Czytaj więcej »